Rodzice uczniów z jednej z podwrocławskich szkół zgłosili się do RMF FM z apelem o pomoc. W placówce miało dojść do znęcania się nad 14-letnim uczniem przez kolegów z klasy. Rówieśnicy mieli dopuścić się wobec niego innej czynności seksualnej. Mimo złożenia zawiadomienia na policję i poinformowania wszystkich instytucji, oprawcy wciąż chodzą do szkoły.

"Przebieg zdarzenia przyprawia o dreszcze" - napisali do RMF FM rodzice uczniów z jednej z podwrocławskich szkół podstawowych, zdradzając w mailach szczegóły zajścia na szkolnym korytarzu. Grupa uczniów miała zaatakować w zeszłym tygodniu swojego kolegę z klasy, testując popularny i niebezpieczny challenge.

Ze względu na dobro chłopca i ryzyko jego identyfikacji nie zdradzamy jednak ani miejsca zdarzenia, ani szczegółów całego zajścia. Jak nieoficjalnie dowiedziała się reporterka RMF FM Martyna Czerwińska, chłopiec jest w kiepskiej w formie psychicznej. Nie tylko on, ale także jego rodzina zostali już objęci pomocą psychologiczną.

Policja potwierdza, że przyjęła zawiadomienie od rodziców poszkodowanego dziecka. Mama nastolatka została już przesłuchana. Policja zabezpieczyła monitoring z tej placówki oraz ustaliła dane osób, które są odpowiedzialne za ten czyn. Wszystkie informacje zostały przekazane do sądu rodzinnego dla nieletnich - powiedziała RMF FM Anna Nicer z Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu.

Rodzice uczniów: Jesteśmy zbulwersowani reakcją szkoły

Rodzice, którzy poprosili RMF FM o interwencję, chcą pozostać anonimowi dla dobra ofiary. W wiadomościach mailowych proszą jednak redakcję o pilną interwencję. "Dyrekcja szkoły postanowiła nie zawieszać oprawców, gdyż jak to nam, rodzicom, tłumaczono - pozostały im jedynie dwa miesiące nauki. Poszkodowane dziecko nie chodzi do szkoły, gdyż boi się dręczycieli, którzy śmieją się wszystkim w twarz. Oprawcy zostają tam, gdzie byli, a karę ponosi ofiara. To jest obrzydliwe"czytamy w nadesłanej wiadomości.

Rodzice podnoszą larum nie tylko dla dobra ofiary zdarzenia, ale także swoich dzieci. Przecież oni się mijają na korytarzach, nie wiemy, do czego są zdolni, boimy się o bezpieczeństwo naszych pociech - powiedziała Martynie Czerwińskiej jedna z mam.

Jak ustaliła nasza dziennikarka, wczoraj w tej sprawie odbyło się trzygodzinne spotkanie z dyrekcją i przedstawicielami gminy. Rodzice nie wyszli z niego usatysfakcjonowani, bo nie padły żadne konkretne deklaracje. Usłyszeliśmy tylko, że dopóki postępowanie w tej sprawie się nie skończy, dyrektorka może dać podejrzewanym chłopcom jedynie... ujemne punkty z zachowania. Podpierała się regulaminem szkoły - mówi nam nieoficjalnie jedna z mam.

Kuratorium oświaty rozkłada ręce, tłumacząc, że taka decyzja nie leży w gestii instytucji. W podobnym tonie wypowiada się organ prowadzący - urząd gminy.

Urząd Gminy: Na korytarzu nie było nauczyciela dyżurującego

Po bulwersujących doniesieniach wójt gminy, do której należy szkoła, wydał oświadczenie. Jak zapewnia, jako organ nadzorujący placówkę nakazał niezwłoczne wdrożenie działań mających na celu zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim uczniom. Zapytaliśmy rzeczniczkę urzędu jakie to działania.

Powołaliśmy specjalną grupę ekspertów złożoną m.in. z niezależnych psychologów, pedagogów oraz przedstawicieli gminy. Jej celem jest analiza sytuacji i wypracowanie systemowych rozwiązań. Dodatkowo planujemy długoterminowe działania prewencyjne, polegające na wprowadzeniu odpowiednich zajęć edukacyjnych dla uczniów oraz szkoleń dla nauczycieli. Robimy wszystko, żeby rozwiązać sytuację należycie i bezpiecznie - zapewnia Gracjana Grutkowska. Nie chce jednak komentować ewentualnego zawieszenia podejrzewanych o czyn uczniów.

Sprawa wymaga zbadania i analizy, dlatego została przekazana odpowiednim służbom i instytucjom. Oprócz policji to kuratorium oświaty, które już wysłało na miejsce swoich wizytatorów. Na podstawie ich dochodzenia powstanie protokół. Wiadomo już jednak, że niektóre procedury nie zostały dotrzymane.

"Wstępne ustalenia wykazały, że podczas przerwy na korytarzu nie było dyżurującego nauczyciela. W związku ze złamaniem tej procedury podjąłem decyzję o złożeniu zawiadomienia do Rzecznika Dyscyplinarnego dla Nauczycieli przy Kuratorium Oświaty we Wrocławiu. W gestii tego organu znajduje się podjęcie decyzji o wszczęciu postępowania dyscyplinarnego mogącego skutkować zawieszeniem dyrektora szkoły w pełnieniu obowiązków służbowych lub innymi konsekwencjami" - pisze wójt w oświadczeniu.

Dyrektorka szkoły w odpowiedzi na pytania, wysłane przez naszą reporterkę na szkolną skrzynkę mailową, poinformowała, że "sprawą zajmują się odpowiednie instytucje - policja, sąd rodzinny". "Nie mogę udzielać informacji na temat uczniów" - podkreśliła.

"Natomiast szkoła wdrożyła dodatkowe środki bezpieczeństwa, wzmocnione zostały dyżury podczas przerw międzylekcyjnych. Uczniowie zostali objęci dodatkowym wsparciem psychologiczno-pedagogicznym" - dodała. "Sprawa nauczyciela jest aktualnie wyjaśniana. W placówce prowadzona jest kontrola przez Wizytatorów z Kuratorium Oświaty" - przekazała.

Po interwencji do RMF FM zgłaszają się kolejni rodzice

Publikacja RMF FM odbiła się szerokim echem. Do naszej reporterki Martyny Czerwińskiej zgłaszają się kolejni rodzice, odsłaniając kulisy sprawy. Zdaniem naszego informatora, który ma kontakt z rodzicami pokrzywdzonego dziecka, napastników było trzech, z czego dwóch przyznało się do winy, a jeden - mimo zapisu z monitoringu - nie przyznał się.

14-latek miał być przytrzymywany i rozebrany, a później skrzywdzony. "Pedagog szkolny po całym zajściu nazwał to niewinną zabawą, bagatelizując cała sprawę" - dodaje nasz rozmówca, nie kryjąc zbulwersowania. Jego zdaniem proces znęcania nad chłopcem trwał latami. "Nie było reakcji ani ze strony szkoły, ani wychowawcy. Konflikty w tej klasie zdarzały się często, rodzice interweniowali, ale dyrekcja nie wyciągała żadnych konsekwencji" - czytamy w nadesłanej wiadomości.

Tym razem rodzice nie zamierzają odpuścić. Po całej sytuacji ruszyła machina, gdzie jako rodzice dosłownie wszystkich klas mamy ze sobą kontakt. Chcemy, by sprawcy otrzymali należytą karę za to, co zrobili - mówi tata jednego z dzieci.

Do zeszłotygodniowego zajścia miało dość w tym samym dniu, kiedy uczniowie szkoły brali udział w biegu... charytatywnym. W czwartek po południu wysłaliśmy do szkoły prośbę o komentarz.

Informacje od rodziców przekazaliśmy też kuratorium oświaty. Jak się okazało, zostało ono poinformowane o zajściu, ale dopiero kilka dni później. Niezwłocznie zostały podjęte działania w ramach sprawowanego nadzoru pedagogicznego, zmierzające do wyjaśnienia okoliczności sprawy - powiedziała naszej dziennikarce Miłosława Bożek, rzeczniczka kuratorium oświaty we Wrocławiu.

Opracowanie: