Dowódca policyjnego śmigłowca, który w Sarniej Górze w 2023 roku zahaczył o przewody sieci energetycznej, usłyszał zarzuty. Mężczyzna będzie odpowiadał za niedopełnienie obowiązków służbowych związanych z przelotem oraz niebezpieczeństwa sprowadzenia katastrofy w ruchu lotniczym.

Rzecznik płockiej Prokuratury Okręgowej  - która w sprawie incydentu prowadzi śledztwo - Bartosz Maliszewski przekazał, że dowódcy policyjnego śmigłowca Black Hawk przedstawione zostały zarzuty niedopełnienia obowiązków służbowych związanych z przelotem oraz niebezpieczeństwa sprowadzenia katastrofy w ruchu lotniczym. Za czyny te grozi do 8 lat pozbawienia wolności.

Podejrzany złożył obszerne wyjaśnienia, które będą obecnie analizowane i konfrontowane z pozostałymi dowodami - powiedział prokurator Maliszewski. Pytany, czy pilot dowodzący policyjnym Black Hawkiem przyznał się w trakcie przesłuchania do zarzucanych czynów, rzecznik płockiej Prokuratury Okręgowej stwierdził, iż nie zajął on w tym zakresie stanowiska.

Prokurator Maliszewski zaznaczył, iż "nie ujawniono do tej pory, aby do tego incydentu przyczyniły się działania podwładnych bądź przełożonych dowódcy statku powietrznego". Śledztwo w tej sprawie pozostaje w toku. Zostało przedłużone do sierpnia tego roku - dodał.

Przewód sieci energetycznej przerwany

Do groźnego incydentu z udziałem policyjnego śmigłowca doszło 20 sierpnia 2023 roku w trakcie wojskowego pikniku w Sarnowej Górze na Mazowszu.

W trakcie pikniku z okazji 103. rocznicy bitwy pod Sarnową Górą niedaleko Ciechanowa (Mazowieckie), w której wziął udział m.in. były wiceszef MSWiA Maciej Wąsik, policyjna maszyna niebezpiecznie nisko latała nad ludźmi, a następnie zahaczyła wirnikiem o sieć energetyczną i zerwała jeden z przewodów.

Badania wykazały, że trzyosobowa załoga była trzeźwa. Za sterami był szef szkolenia lotniczego policji, który 14 lat temu spowodował katastrofę wojskowego śmigłowca koło Bydgoszczy. Sterując Mi-24, wbrew procedurom bezpieczeństwa zbytnio obniżył lot maszyny, która zahaczyła najpierw o wierzchołki drzew na poligonie, a potem uderzyła w ziemię. W katastrofie zginął drugi pilot, a technik pokładowy został ranny. Dowódca maszyny usłyszał wyrok dwóch lat więzienia w zawieszeniu.

Z informacji RMF FM wynikało wówczas, że przełożeni bardzo cenią sobie jego służbę w policji. Trafił do niej z wojska w 2016 roku. Był między innymi szefem szkolenia lotniczego w policji. Brał udział w wielu misjach, między innymi w zeszłorocznej akcji gaśniczej w Parku Narodowym Czeska Szwajcaria na północnym zachodzie Czech. Wielokrotnie transportował też organy do przeszczepów.