Liczba przypadków koronawirusa w Polsce rośnie w lawinowym tempie. Tymczasem zdaniem dr Jerzego Milewskiego z Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie RP wciąż mamy do czynienia z deficytem danych, szczególnie medycznych na temat COVID-19. Specjalista w rozmowie z portalem „Twoje Zdrowie” podkreśla, że natychmiast trzeba zmienić dotychczasową strategię ochrony przed wirusem na izolację selektywną, skierowaną do osób zagrożonych zakażeniem.

zdj. ilustracyjne /Pixabay

Marcin Czarnobilski, redakcja "Twoje Zdrowie": Bez końca oglądamy, słuchamy apeli lekarzy i innych specjalistów o to, aby zrobić wszystko, by nie dać się zarazić. Czy fakt, że lawino rośnie liczba osób z COVID-19 świadczy o braku dyscypliny epidemiologicznej w społeczeństwie, a może wirus jest na tyle podstępny, że szybkość jego transmisji jest praktycznie nie do opanowania?

Dr Jerzy Milewski, lekarz, członek Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie RP: Liczba tzw. przypadków potwierdzonych (rozumianych jako dodatnie wyniki testów lab. metodą RT PCR) rośnie zasadniczo proporcjonalnie do ilości wykonanych testów. Istotne są też wskazania do wykonywania testów oraz dostępność testów "na życzenie" ponieważ to określa parametry grupy badanej. Dodatkowo warto wspomnieć o poglądach dochodzących z poważnych ośrodków o wartości jaką jest immunizacja (przyszła odporność) osób, które przeszły infekcję.

W tych zaleceniach hasło "izolacja" jest odmieniane przez wszystkie przypadki. Czy faktycznie jest to najskuteczniejsza broń w walce z wirusem?

Specjaliści szacują, że większość populacji (80-98%) tak czy inaczej przejdzie tę infekcję oraz, że ok. 80% przejdzie bezobjawowo. Uważa się, że ta infekcja jak wiele innych nie jest groźna dla osób ze zdrowym układem odpornościowym. W związku z powyższym działania określane jako koncepcja powszechnej izolacji nie są w stanie wpłynąć istotnie na rozprzestrzenianie się wirusa. Nie można osiągnąć stuprocentowej izolacji. Jednocześnie koncentracja na tej koncepcji wydaje się wiązać jednocześnie z zaniedbywaniem działań skierowanych selektywnie na ochronę i leczenie osób zagrożonych i chorych oraz jest czynnikiem wywołującym chaos w całym systemie opieki zdrowotnej.

W związku z brakiem łóżek dla zakażonych wirusem, czy jest pan za przekształcaniem niektórych oddziałów szpitali w oddziały zakaźne i angażowaniem lekarzy innych specjalności w pomoc chorym na COVID-19? 

Póki co nie na tym problem polega. W obecnej sytuacji są inne problemy. Jako przykład można podać sytuację w Gdańsku. Pomorskie Centrum Chorób Zakaźnych i Gruźlicy, które zostało wyznaczone do opieki nad chorymi na COVID-19. Głównym zagrożeniem w tej chorobie jest ryzyko gwałtownego rozwoju ciężkiego śródmiąższowego zapalenia płuc. Tymczasem szpital ten nie dysponuje pracownią tomografii komputerowej, w której można by wykonać TK klatki piersiowej pacjentom, którzy przebywają tam już wiele dni, czyli najważniejszego badania w tej chorobie. Jak również nie dysponuje OIOMem! Pacjenci leżąc w tym szpitalu ok. tygodnia oczekują na wyniki testów. Drugi szpital wyznaczony w tym samym celu, czyli 7. Szpital Marynarki Wojennej ma nie uregulowane zasady współpracy z pracownią tomografii komputerowej, która znajduje się na jego terenie. Widać więc poważny problem w deficycie działań w zakresie opieki nad chorymi.

Niedawno zadzwonił do mnie syn chorującej na raka żołądka mamy, której zbliżał się termin planowego zabiegu na onkologii, co więcej wyniki jej badań gwałtownie się pogorszyły. W szpitalu jednak dano jej do zrozumienia, że z powodu bieżącej sytuacji operację trzeba odsunąć w czasie, nie mówiąc już o chemii i badaniach obrazowych, którym musi się przedtem poddać. Możemy już kreślić czarne scenariusze, że w skutek pandemii koronawirusa wzrośnie liczba zgonów pacjentów cierpiących na inne choroby z powodu utrudnionego dostępu do leczenia?

To jest niedopuszczalne. Interes chorych nie może ucierpieć. Dojmujący jest brak danych zarówno w zakresie samego COVID-19 jak i zdarzeń powiązanych. Nie sposób zarządzać bez danych.

Rozmawiałem z psychoterapeutami, którzy mówili, że mają teraz więcej pacjentów ze stanami depresyjnymi, w tym nawet z myślami samobójczymi. Obecna sytuacja fatalnie wpływa na ich psychikę. W jaki sposób rząd i inni przedstawiciele instytucji publicznych powinni formułować przekaz, by stłumić panikę, która szczerzy się w społeczeństwie?

Moim zdaniem błędem jest strategia powszechnej izolacji. Nie ma ona szans na osiągnięcie deklarowanych celów, a jednocześnie wyrządzi wiele szkód w gospodarce, systemie opieki zdrowotnej oraz życiu społecznym. Znacznie bardziej efektywna byłaby strategia działań selektywnych polegających na selektywnej izolacji osób zagrożonych, wzmocnieniu systemu opieki zdrowotnej, utrzymaniu normalnego funkcjonowania gospodarki oraz działaniach obniżających poziom stresu przez gromadzenie i prezentowanie rzetelnych danych. (stres znacząco obniża odporność przyp. red.) Mam nadzieję, że w najbliższym czasie nastąpi korekta. Im szybciej tym lepiej.

Jest pan lekarzem, ale też członkiem Narodowej Rady Rozwoju, czyli organu doradczego prezydenta RP. Miał pan może okazję ostatnio rozmawiać z nim na temat pandemii albo przesłał pan do kancelarii jakieś swoje spostrzeżenia i konkretne zalecenia dotyczące wyjścia z obecnego kryzysu? 

Mój głos proszę traktować jako głos osoby prywatnej. W gronie członków NRR oczywiście wymieniamy się poglądami. Jestem przekonany, że Pan Prezydent jest dobrze doinformowany.