W wyniku pożaru trzcinowiska w Harszu koło Węgorzewa na Mazurach życie stracił 42-letni mężczyzna. Dwie osoby usłyszały zarzuty nieumyślnego spowodowania śmierci. Grozi im kara do pięciu lat pozbawienia wolności.

Do tragicznego pożaru w Harszu doszło w minioną sobotę. 

Zmarły, zidentyfikowany jako Krzysztof D., wraz z innym mężczyzną - Mirosławem C., prowadził prace porządkowe w rejonie jeziora. Mężczyźni wycinali krzaki i trzcinowiska. Nadzór nad pracami sprawował 77-letni Henryk S. 

To właśnie Mirosław C. podczas prac podpalił trawy i gałęzie, co doprowadziło do szybkiego rozprzestrzenienia się ognia na pobliskie trzcinowisko - mówi prokurator Daniel Brodowski z Prokuratury Okręgowej w Olsztynie.

Pomimo prób ugaszenia pożaru przez Krzysztofa D. i Henryka S., sytuacja wymknęła się spod kontroli. Mirosław C., zdając sobie sprawę z rozprzestrzeniającego się ognia, opuścił miejsce zdarzenia. Henryk S., uznając, że samodzielnie nie ugasi ognia, postanowił wezwać straż pożarną, jednak nie poinformował ratowników, że na miejscu pozostał 42-latek.

Strażacy nie wiedzieli, że w miejscu pożaru jest mężczyzna. Gdyby mieli taką wiedzę, to na skierowano by inne siły i środki. Akcja gaśnicza wyglądałaby inaczej, byłaby nastawiona przede wszystkim na ratowanie życia - mówi Brodowski. 

Mirosław C. i Henryk S. zostali objęci wolnościowymi środkami zapobiegawczymi w postaci dozoru policji. 

Mirosław C. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów, podczas gdy Henryk S. częściowo przyznał się do winy. 

Sprawa tragicznego pożaru w Harszu wciąż jest przedmiotem badań prokuratury.

Opracowanie: