Z chorobą Kawasakiego pediatrzy na całym świecie zmagają się od wielu lat. Nie jest to rzadkie schorzenie jednak rzadko jest rozpoznawane. Dla 3 dzieci na 100 kończy się śmiercią.

zdj. ilustracyjne /Unsplash.com /Internet

Obecnie lekarze odnotowują coraz więcej przypadków tej choroby i wiążą to z epidemią koronawirusa.

U pacjentów genetycznie wrażliwych, wirus może prowokować układ odpornościowy do immunologicznego zapalenia naczyń, którego efektem klinicznym jest zespół Kawasakiego - wyjaśnia pediatra Zofia Szymanowska, która zdiagnozowała pierwsze w Polsce przypadki tego schorzenia.

Jest to choroba małych dzieci. Jej przyczyny nie są do końca znane, nikt do tej pory nie zidentyfikował drobnoustroju, który ją wyzwala. Objawy mogą być mylące i wskazywać na zakażenie wirusem SARS-CoV-2.

Apeluję do lekarzy rodzinnych, pediatrów i zakaźników, by obserwowali bacznie dziecko, ponieważ COVID-19 (wywołany koronawirusem - przyp. red.) może przebiegać jak choroba Kawasaki - pacjent może mieć gorączkę, zapalenie jamy ustnej, zapalenie spojówek, wysypkę - mówi pediatra.

Tymczasem zbyt późne rozpoznanie choroby Kawasakiego - zagraża życiu. Do 10. dnia od pojawienia się gorączki powinno być wdrożone leczenie, które zmniejsza ryzyko powikłań kardiologicznych jak np. zawał serca.

Dzieci z tym schorzeniem trafiały do mnie zawsze z innym rozpoznaniem, np. z diagnozą jakieś gorączkowej choroby wieku dziecięcego. A walka z tą chorobą jest jak wyścig z czasem - podkreśla dr Szymanowska.

Niestety wciąż nie opracowano testu, który mógłby wykryć zespół Kawasakiego i to sprawia, że tak rzadko jest rozpoznawany.