Trwa sezon na wzmacnianie odporności i walkę z objawami przeziębienia. Jednym ze sposobów jest rozgrzewająca herbatka. Owocowe, imbirowe, cytrynowe, miodowe, ziołowe – zimowe zapasy wypełniają półki. To smak, aromat i… - jak się okazuje – pestycydy. Zakład Badania Bezpieczeństwa Żywności Instytutu Ogrodnictwa – Państwowego Instytutu Badawczego w Skierniewicach – na zlecenie Fundacji Pro-Test przebadał dziewięć popularnych herbatek rozgrzewających.
Okazało się, że jeden produkt miał aż 15 różnych szkodliwych substancji, a cztery inne - od 10 do 14. Po jednym pestycydzie miały tylko dwie herbaty.
Wydaje się, że trudno znaleźć coś bliżej natury niż herbata - wzbogacona przyprawami, ziołami i owocami do smaku. Warto jednak wiedzieć, że mieszanki uzupełniają też składniki, których nie widać - a wcale nie są obojętne dla naszego zdrowia.
Rośliny wykorzystywane do produkcji herbatek - uprawiane na dużą skalę, a to oznacza, że chronione są też chemicznie przed szkodnikami, chorobami i pleśnią. Lubimy smaki z różnych rejonów świata - jednak w każdym kraju i na każdym kontynencie obowiązują odmienne standardy stosowania środków ochrony roślin.
"W przypadku owoców warto dodać jedną istotną informację, której zwykle nie widać na opakowaniu. Owoce w herbatkach to najczęściej wytłoczyny, czyli pozostałości po produkcji soków. Oznacza to, że wykorzystuje się przede wszystkim skórki, miąższ i pestki - te części owoców, w których pozostałości pestycydów mogą kumulować się w największym stopniu" - czytamy na stronie Fundacji Pro-Test.
Suszenie nie eliminuje pestycydów.
Wśród wielu pestycydów, na szczególną uwagę zasługuje zwłaszcza jeden - to chloropiryfos, wykorzystywany do zwalczania szkodników, głównie owadów. Jego działanie polega na blokowaniu enzymu niezbędnego do prawidłowego przekazywania sygnałów w układzie nerwowym - co u szkodników prowadzi do paraliżu i śmierci.
Właśnie neurologiczne działanie tego związku - budzi kontrowersje. Zwłaszcza, że można go znaleźć w różnych produktach.
"Naukowcy i instytucje zajmujące się bezpieczeństwem żywności i zdrowia publicznego wskazują też, że nawet niskie dawki chloropiryfosu mogą być problematyczne, szczególnie dla dzieci i osób w okresie rozwoju neurologicznego. Badania sugerują, że prenatalna ekspozycja na ten związek może prowadzić do trwałych zmian w mózgu dziecka, obniżonego ilorazu inteligencji czy problemami z pamięcią i koncentracją. Działanie to związane jest z faktem, że organizmy dzieci są bardziej wrażliwe na substancje, które oddziałują na sygnały nerwowe" - przestrzegają specjaliści z Fundacji.
Substancja ta może odkładać się w organizmie i kumulować przy regularnym spożyciu przez dłuższy czas.
Dodatkowo, skomplikowana sytuacja jest w przypadku mieszanek - bo prawo unijne ustala dopuszczalne poziomy pozostałości pestycydów wyłącznie dla jednorodnych produktów, np. dla samych jabłek. Brakuje jednak informacji o dopuszczalnym limicie substancji - gdy składników jest więcej.





