To dzięki nim wszyscy żeglarze i wypoczywający na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich mogą czuć się bezpiecznie. Mowa o ratownikach Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, którzy dzisiaj świętują ćwierć wieku istnienia.

"To służba 24 godziny na dobę przez cały rok"

Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe to organizacja zrzeszająca ludzi z pasją, którzy nie są obojętni na krzywdę drugiego człowieka. Powołaniem i misją ratowników jest pomoc ludziom, którzy znaleźli się w niebezpieczeństwie utraty życia i zdrowia zarówno na wodzie, jak i na lądzie. 

To służba 24 godziny na dobę, przez cały rok i jak pokazała ostatnia powódź na Dolnym Śląsku - nie tylko w krainie tysiąca jezior, ale wszędzie tam, gdzie doświadczenie ratowników jest potrzebne - mówi szef Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego Jarosław Sroka.

Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe zaczęło działać w kwietniu 1999 roku, jeszcze pod nazwą Mazurskiego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, które powstało z połączenia oddziałów terenowych WOPR z Giżycka i Węgorzewa.

Przez 25 lat istnienia mazurscy wodniacy wyciągnęli z jezior setki ludzi, zabezpieczyli tysiące imprez na wodzie.

Z naszej historii na pewno zapamiętamy na zawsze 2007 rok i tak zwany "biały szkwał". Wtedy cała Polska usłyszała, jak bardzo na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich potrzebna jest profesjonalna, dobrze wyszkolona i wyposażona służba ratownicza - dodaje Sroka.

Ratownicy niestety każdego roku muszą martwić się o budżet, który głównie jest finansowany z konkursów wojewody czy wspierany przez Urząd Marszałkowski lub sponsorów. 

Marzeniem ratowników MOPR jest uzyskanie finansowania ministerialnego, jak w przypadku np. TOPR. To tego potrzebna jest specjalna ustawa i poparcie w sejmie. Faktem jest to, że każdy żeglarz czy turysta odwiedzający Mazury wie, że dzięki Mazurskiemu Ochotniczemu Pogotowiu Ratunkowemu zawsze otrzyma pomoc.  

25 lat temu nie było łatwo

Teraz odwiedzając każdą z baz MOPR, widać, że to profesjonalna i przede wszystkim dobrze skoordynowana służba. 

Ćwierć wieku temu było zupełnie inaczej. Każda jednostka WOPR rozlokowana na szlaku działała sobie, nie było łączności, ludzie się nie znali. Najpierw Węgorzewo połączyło się z Giżyckiem, a potem doszły kolejne stacje. Ludzie zaczęli tworzyć jedność, pojawiły się nowe, szybsze, bardziej bezpieczne łodzie - mówi prezes MOPR.

Teraz nasza praca polega na tym, że mamy siedzieć i czekać w gotowości. Czasem młodzi ratownicy tego nie wytrzymują - że trzeba poczekać, umyć łódkę, serwisować, dbać o sprzęt. Może być kilka dni spokoju i dopiero później akcja, gdzie pomaga się ludziom. Bycie w gotowości jest dla nas najważniejsze - mówi Mariusz Raubo. 

Jak wygląda praca ratownika MOPR?

Najważniejszym pomieszczeniem bazy MOPR w Giżycku jest oczywiście dyspozytornia numerów alarmowych. Tam obecny jest przede wszystkim ratownik, który dobrze zna topografię szlaku Wielkich Jezior Mazurskich.

Na monitorach ma informacje o aktualnej prognozie pogody czy mapy poszczególnych akwenów. Tutaj warto przypomnieć numery alarmowe nad wodą. To 601 100 100 oraz 984. Można dzwonić pod te numery przez całą dobą. Dodatkowo ratownik w naszej dyspozytorni ma kontakt ze wszystkimi służbami. Jest też podgląd na nasze łodzie, gdzie są i co robią - mówi ratownik MOPR.

Przed wypłynięciem na akcję, ratownicy odwiedzają magazyn, w którym znajdują się przedmioty niezbędne do ratowania życia. To m.in. pianki, liny, buty neoprenowe, zestawy ABC. Musi być tutaj porządek, aby wszystko było szybko pod ręką. Pianki czy buty są ułożone rozmiarami, aby ratownik mógł szybko dopasować sprzęt do siebie. Co jakiś czas ratownicy dokładnie sprawdzają sprzęt, aby nie zawiódł w czasie akcji.

Opracowanie: