​Gdy uczymy się czytać, zmienia się struktura naszego mózgu. Dlaczego czytanie jest coraz trudniejsze dla dzieci? Czy nauka alfabetu jest równoznaczna z nauczaniem czytania? Z logopedą profesor Jagodą Cieszyńską, twórczynią nowatorskiej metody nauki czytania rozmawiała Marlena Chudzio.

POSŁUCHAJ ROZMOWY Z 5-LETNIM TYTUSEM, KTÓRY NAUCZYŁ SIĘ CZYTAĆ METODĄ SYMULTANICZNO-SEKWENCYJNĄ

Marlena Chudzio, RMF FM: Okazuje się że nasz mózg się zmienia, kiedy zaczynamy uczyć się czytać. Jak to możliwe?

Profesor Jagoda Cieszyńska: Najnowsze badania neurobiologiczne pokazały coś absolutnie fascynującego. że jesteśmy w stanie coś budować w strukturach mózgu. Innymi słowy, że możemy być stwórcą. Otóż jest taka struktura w mózgu, która jak kropelka kleju łączy prawą i lewą półkulę mózgu. W tej kropelce kleju są oczywiście poszczególne części. I jest jedna część, która tworzy się wtedy i tylko wtedy, gdy uczymy się czytać. Analfabeci tej struktury nie mają. Ta struktura nazywa się istmus, czyli cieśń i im wcześniej ją wytworzymy, tym większe szanse ma mózg na szybsze przesyłanie informacji miedzy prawą i lewą korą oraz budowanie czegoś, co jest wynalazkiem człowieka, czyli odczytywanie zapisanego kodu. A to odczytywanie zapisywanego kodu pozwala dzieciom odkrywać nowe sposoby odkodowywania innych informacji.

Posłuchajcie całego wywiadu z prof. Jagodą Cieszyńską

Czyli to nie jest tak, że to dziecko musi być gotowe na naukę czytania w pewnym wieku. Tylko to jest tak, że to my możemy przez naukę czytania przygotować mózg na inne rzeczy.

Tak, oczywiście, że tak jest. 

Dzieci są zainteresowane literami dosyć wcześnie. Dosyć wcześnie pytają dorosłych: co to?

Tak i dlatego trzeba to zrobić jeszcze wcześniej. Czyli zanim dziecko zacznie pytać. My uczymy odczytywania samogłosek już ok. 15.-16. miesiąca życia. Wtedy, kiedy dziecko nie pyta, co to jest, tylko od nas się dowiaduje, a potem szuka tych samogłosek w napisach, w reklamach. I dowiaduje się od nas bardzo ważnej rzeczy, że to co usłyszy można zapisać.

Czyli to nie jest tak, że w jeden rok dziecka ma opanować cały alfabet, a potem ma nauczyć się czytać. Tylko razem z jego rozwojem intelektualnym, my odsłaniamy przed nim kolejne elementy. 

Tak i nigdy nie podajemy mu alfabetu, bowiem to jest ostatni pomysł człowieka. Zebrać to wszystko i ułożyć z tego wierszyk, który nie ma żadnej odpowiedniości w tym, co dziecko słyszy. Bo kiedy my mówimy, że to jest litera: "be" to kiedy dziecko widzi słowo: "biały" to nie słyszy w tym słowie sylaby "BE". To jest niesłychanie ważne, że my pokazujemy dziecku sposoby zakodowywania nowych słów poprzez sylaby. Bo nowe badania neurobiologiczne pokazały, że dziecko słyszy nie głoskę pojedynczą tylko sylabę. Kiedy dziecko dostaje od nas te cegiełki składane z sylab, to przy pomocy tych cegiełek może układać nowe mury. Zbudowaliśmy metodę, która pozwala dziecku w bardzo łatwy sposób rozwijać prawidłową artykulację. Uczymy małe dzieci, dwuletnie, trzyletnie, które nie wszystkie jeszcze mówią np. głoski dziąsłowe (sz, ż, cz, dż). Poprzez czytanie dziecko uczy się też prawidłowej artykulacji.

Rodzicom musi się wydawać to dziwne. Ja przychodzę z dzieckiem, które nie mówi, albo prawie nie mówi, a pani na to: nie szkodzi, nauczymy go czytać.

Tak, tego mnie nauczyły dzieci niesłyszące, które przychodziły do nas wiele lat temu bardzo późno, w okolicach trzeciego, czwartego roku życia. Nie mówiły i były już bardzo zablokowane na mówienie. Kiedy pokazywaliśmy sylaby i pierwsze wyrazy dzieci je po prostu odczytywały.

Dla kogo to metoda?

Dla wszystkich. To jest metoda, którą uczymy małe zdrowe dzieci po to, żeby rozwijały się intelektualnie, którą uczymy dzieci z opóźnionym rozwojem mowy. To jest metoda, którą uczymy dzieci polskie zagranicą. Mamy taki duży projekt w Irlandii, w Dublinie, gdzie dzieci uczą się tylko tą metodą w polskiej szkole. Mamy też doświadczenia we Francji, które pokazują, że dzieci, które uczyły się naszą metodą, łatwiej opanowywały drugi język. I to jest też metoda, która uczą się osoby dorosłe, języka polskiego jako obcego, bo także takie badania w mojej katedrze są prowadzone.

Czy zmieniły się mózgi dziecięce, że potrzebują stymulacji większej tej lewej półkuli mózgu? Czy coś się zmieniło w rozwoju maluchów?

Bardzo dużo się zmieniło. Profesor Heller mówi, że mamy teraz pokolenie o zupełnie zmienionych mózgach. Tak się dzieje dlatego, że mamy zupełnie inną stymulację. Dzieci maja bardzo dużo stymulacji, która się odwołuje do aktywności prawej kory mózgowej. Bardzo dużo dźwięków różnych. Wystarczy tylko przejść ulicą, koło galerii jakiejś. Bardzo dużo muzyki i bardzo dużo agresywnych poruszających się obrazów. Te poruszające się obrazy powodują, że dziecko nie uczy się statycznego patrzenia na obraz. Widzimy to wtedy, kiedy maleńkie dzieci w restauracji, na spacerze mają tablet, smartfon. Dzieci bardzo wcześnie oglądają telewizje. Te dzieci maja zahamowaną aktywność lewej kory. My zataczamy koło, wracamy do obrazków. A ponieważ te obrazki są obrazkami dynamicznymi, potem dzieci mają problem z koncentracją, z uwagą, czytaniem tekstu ze zrozumieniem. I to blokuje ich dalszy rozwój intelektualny.

Rodzice pewnie zapytają: to kiedy wprowadzić ten tablet i telewizor, bo niektóry nie wyobrażają sobie, że można go w ogóle nie wprowadzić.

Profesor Manfred Spitzer, który zajmuje się demencją cyfrową powiedział, że od 12. roku życia. Ja oczywiście nie jestem taka szalona, żeby to powiedzieć, bo tego nikt nie przyjmie. Mówię: dziecku można pokazać dynamiczne obrazy wtedy, kiedy ono na statycznych się koncentruje. Dlatego my mamy dużo takich ćwiczeń lewopółkulowych. Chce powiedzieć, że ja mojemu wnukowi, który ma 5 lat i czyta sam, obiecałam kiedyś komputer. Ale on teraz nie pamięta, że obiecałam mu komputer, kiedy nauczy się czytać tylko chce mieć swojego Kindle’a, do czytania książek tak jak my dorośli. To jest coś wspaniałego. A jeśli chodzi o komputer, to dzieci nauczą się go bardzo szybko.

W pani metodzie nauki czytania jest ogromny nacisk na rozumienie. Nie na ilość przeczytanego tekstu, jak długo, jak płynnie, tylko czy rozumie dziecko. To rzeczywiście jest plaga. Dzieci opanowują czytanie, tylko nie wiedzą, co przeczytały.

Tak, to widać na wszystkich badaniach kompetencji. Widzę to z bólem u swoich studentów. Czytają czasem szybko, ale nie potrafią wyłowić najważniejszych informacji. Nie potrafią zrobić notatek, które pozwolą im opanować materiał do egzaminu. To szybkie czytanie bez zrozumienia, powoduje, że traci się chęć czytania. Młodzież teraz nie czyta. Zaczynają czytać takie książki, które są fascynujące w społeczności. Na pewno nie lektury, ale to już zupełnie inny obszar. Jeśli mówimy o mojej metodzie, to chciałabym podkreślić to, że dzieci uczą się czytać wielkimi literami po to właśnie, żeby mogły przeżyć  to budowanie wynalazku, to odkrywanie odkodowywania. Żadne z tych dzieci, nawet te moje niesłyszące dzieci, które uczyłam 30 lat temu, nie dostały ode mnie tego małego kodu (małych liter) i kodu pisanego. Same dochodziły poprzez myślenie, poprzez analogie, przez myślenie kategorialne do tego, że to jest "A" i to jest "a" oraz to jest "a". To uważam za najważniejszą część mojej metody, że uczę dzieci kreatywności i samodzielności. Dzieci odkrywają coś same. To jest coś fascynującego, kiedy ja odkrywam, jak one się rozwijają w innych dziedzinach dzięki temu.

Gdybyśmy mogły powiedzieć kilka takich filarów, co jest najważniejsze. Co odróżnia od normalnego, tradycyjnego uczenia alfabetu.

Metoda ma trudną nazwę, ale ujmuje to, co pani redaktor chciałaby usłyszeć, czyli co to znaczy w pigułce. Metoda się nazywa: symultaniczno-sekwencyjna nauka czytania. Symultaniczna - czyli taka która się odnosi do całości, do aktywności prawej kory mózgowej i sekwencyjna - która się odnosi do sposobów odkodowywania informacji przez lewą korę. I mamy dwa rodzaje ćwiczeń i symultaniczne, i sekwencyjne, które powodują, że dziecko aktywuje cały mózg. Bo to nie chodzi tylko o naukę czytania. Chodzi o budowanie aktywności mózgu i zrozumienie, że wszystko można zapisać, to co się  powie i wszystko można odczytać, to co się napisze. Te filary są dość proste. My uczymy tak, jak się język rozwinął u małego dziecka. Zaczynamy od samogłosek, które wydaje niemowlę trzymiesięczne. Potem sylaby, tak jak gaworzy małe dziecko, które ma osiem czy dziewięć miesięcy. Potem są pierwsze wyrazy, w nich też pokazujemy sylaby. Natomiast, jeśli chodzi o kolejność pojawiania się liter, czyli spółgłosek w sylabach, to to odzwierciedla, jak się artykulacja pojawiła w rozwoju mowy. Czyli najpierw sylaby z P, M, B, L. Z tych sylab budujemy wyrazy i teksty, które odnoszą się do życia dziecka, do konkretnego dziecka.

Czytanie jest przygodą?

Jest ogromna przygodą, ponieważ otwiera nam nowe światy. W dodatku uczy nas tego, że możemy sobie taki nowy świat otworzyć. Kiedy mam tak bardzo dużo pracy i jestem tak bardzo zmęczona, otwieram książkę i jestem w innym świecie. Jeśli dziecko się o tym przekona, będzie tworzyło samo. Będzie tworzyło nowe rzeczy. Nie chcę stworzyć ze wszystkich poetów i pisarzy. Dla mnie obojętne, czy mój wnuk będzie szewcem, czy murarzem, czy krawcem, czy naukowcem byleby tworzył, kreował rzeczywistość.