Blisko 100 tysięcy osób zgłosiło się w ostatnich tygodniach do lekarzy w Małopolsce z objawami grypy. Trojgu z nich nie udało się pomóc. Eksperci ostrzegają, że największa fala zachorowań dopiero nadchodzi.

Od początku roku na grypę i jej powikłania w Małopolsce zmarły trzy osoby. Dwa zgony odnotowano w Krakowie, jeden w Oświęcimiu - informuje Jacek Żak, rzecznik Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Krakowie. Śmiertelne ofiary tej choroby to 40-letnia kobieta, u której lekarze ze Szpitala Uniwersyteckiego potwierdzili tzw. świńską grypę, wywołaną wirusem typu A/H1N1 oraz dwóch starszych mężczyzn w wieku 68 i 81 lat. Wszyscy cierpieli także na inne schorzenia, ale bezpośrednią przyczyną ich zgonów były właśnie spustoszenia w organizmie  wywołane przez grypę.

Z danych Państwowego Zakładu Higieny wynika, że w całym kraju tylko przez ostatnich pięć tygodni (od 1 stycznia do 7 lutego) wirus zabił aż 23 osoby. To najgorszy wynik od lat. W tym samym okresie poprzedniego roku nie zmarł nikt, w 2017 r. doszło do 12 zgonów, w 2016 r. - do 8. Agresywne szczepy wirusa coraz częściej prowadzą też do groźnych powikłań. Od początku stycznia lekarze w całej Polsce skierowali do szpitali już 4,5 tys. Osób. To jest o ponad tysiąc więcej niż przed rokiem. Chorzy trafiają na oddziały najczęściej z powodu problemów z układem oddechowym, m.in. z zapaleniem płuc, do którego może prowadzić bagatelizowana grypa. 

W tym sezonie grypowym jej objawy u pacjentów są zaostrzone. Lżej przechodzą ją ci, którzy się zaszczepili - wskazuje dr Krzysztof Kędzior, internista z Centrum Medycznego w pod­krakowskich Szycach. Z powodu grasującego wirusa do gabinetów lekarzy rodzinnych ustawiają się kolejki, oblężenie przeżywają również placówki nocnej i świątecznej opieki medycznej oraz szpitale. Część regionalnych lecznic, żeby zapobiec rozprzestrzenianiu się choroby, wprowadziła ograniczenia w odwiedzinach pacjentów przebywających pod ich opieką. Obowiązują one m.in. w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Prokocimiu oraz szpitalach powiatowych w Brzesku i Oświęcimiu.

Szczyt chorobowy przed nami

Tymczasem eksperci oceniają, że grypowy szczyt dopiero przed nami. A największej fali zachorowań należy spodziewać się na przełomie lutego i marca. Przez pierwszych pięć tygodni tego roku do lekarzy w całej Polsce z objawami grypy zgłosiło się ponad 880 tys. pacjentów. Za większość zachorowań w tym sezonie infekcyjnym odpowiada wirus A, w tym tzw. wirus świńskiej grypy. Tylko w województwie małopolskim dotychczas potwierdzono ponad 30 przypadków chorych dotkniętym szczepem A/H1N1.

W rzeczywistości może ich być znacznie więcej, bo do rozpoznania konkretnego typu wirusa niezbędne jest wykonanie badań laboratoryjnych, które są przeprowadzane jedynie u niewielkiego odsetka chorych. Jeszcze przed szczytem zachorowań, którego eksperci spodziewają się na przełomie lutego i marca, grypa zabiła już 23 Polaków.

Epidemia grypy u naszych sąsiadów

Pacjentów przybywa z dnia na dzień, a falę zachorowań dodatkowo mogą spotęgować epidemie czające się u naszych granic. Wirus szaleje bowiem w całej Europie. Z plagą chorych mierzą się m.in. Czesi i Litwini. Na Ukrainie liczba zachorowań przekroczyła próg epidemii w dziesięciu regionach, w tym na Zakarpaciu, graniczącym bezpośrednio z Polską.

Wirus grypy rozprzestrzenia się drogą kropelkową. Sama grypa - także ta świńska - w większości przypadków nie jest niebezpieczna, jej bagatelizowanie może mieć jednak tragiczne skutki. Nieleczona prowadzi do groźnych powikłań - zapalenia oskrzeli i płuc, zapalenia mięśnia sercowego, uszkodzeń neurologicznych czy ciężkiej niewydolności oddechowej.

Najlepszym sposobem ochrony przed wirusem są szczepienia. Ich koszt jednak trzeba pokryć z własnej kieszeni. Cena jednej dawki to ok. 40 zł, o połowę taniej płacą seniorzy po 65. roku życia, dla których szczepionka jest refundowana. 

Taka profilaktyka pozwala uniknąć zachorowania nawet w 90 proc. przypadków. Preparat najlepiej przyjąć jeszcze przed startem sezonu infekcyjnego, lekarze zachęcają do wizyty w aptekach także spóźnialskich. - Już po siedmiu dniach od podania szczepionki organizm wytwarza przeciwciała. Wprawdzie są one w początkowej fazie, jednak dają dużą szansę na to, że nawet jeśli zachorujemy, to objawy będą zdecydowanie lżejsze, a co najważniejsze unikniemy powikłań - mówi Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia, zrzeszającego lekarzy rodzinnych. Z ochrony powinny skorzystać przede wszystkim osoby z tzw. grup ryzyka. Należą do nich m.in. seniorzy, kobiety w ciąży, cukrzycy oraz pacjenci cierpiący na choroby przewlekłe układu oddechowego. 

Opracowanie: