Po wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, producenci żywności będą musieli zmienić nazwy niektórych produktów. Okazuje się, iż nazwy tych produktów mogą godzić w interesy niektórych producentów żywności.

Zdjęcie ilustracyjne /pixabay.com /Internet

Jak wiadomo, w krajach Unii Europejskiej funkcjonują przepisy, rezerwujące nazwy "mleko", "śmietana" czy też "masło" wyłącznie do określonych grup produktów. Mają one na celu przede wszystkim ochronę konsumentów przed nieuczciwymi praktykami producentów żywności.

Na te same przepisy powołało się Niemieckie Stowarzyszenie na rzecz Bezpieczeństwa Gospodarczego (Verband Sozialer Wettbewerb) wnosząc do Trybunału Sprawiedliwości UE sprawę przeciwko Tofu Town - lokalnemu producentowi żywności roślinnej. W efekcie Trybunał przychylił się do wniosku VSW, stwierdzając iż takie nazwy jak "ser", "masło", "śmietana" czy też "mleko" powinny pozostać zarezerwowane wyłącznie dla produktów pochodzenia zwierzęcego.

Za sprawą tej decyzji ze sklepowych półek powinno zniknąć "masło orzechowe", "mleko kokosowe" lub "mleko sojowe". Wyjątek mają stanowić produkty, które na lokalnym rynku funkcjonują dłużej niż 30 lat. Jak łatwo się domyślić, pod koniec lat 80. w Polsce raczej próżno było szukać tego rodzaju nowinek kulinarnych.

Komisja Europejska odrzuciła prośbę polskiego Ministerstwa Rolnictwa, zabiegającego o bardziej liberalne podejście do tej kwestii. Zgodnie z komunikatem MRiRW przedsiębiorcy będą musieli zrezygnować z budzących wątpliwości nazw produktów. W przeciwnym razie polscy urzędnicy będą zmuszeni do podejmowania kroków egzekwujących unijne prawo.

Jak pokazuje doświadczenie, producenci potrafią wykazać się sporą dozą kreatywności. Zwykle tego typu zagrywki kojarzyliśmy z wprowadzaniem konsumentów w błąd, tak jak np. wtedy, gdy nasze sklepy zalazła fala wyrobów sero- i masłopodobnych. Obecnie, jednak wiele wskazuje na to, iż niektóre marki będą musiały wykazać się pomysłowością, aby w ogóle móc pozostać na rynku.

(ag)