Ostatnio coraz bardziej popularne stają się głodówki. Ci, którzy je stosują, bardzo je zachwalają. Mówią wręcz o tym, jak bardzo czują się szczęśliwi podczas kontrolowanego niejedzenia. Entuzjaście głodówek przekonują, że cudownie oczyszcza to organizm i że jest to dobre dla każdego. Dietetyk Kamila Poleszak-Najda zdecydowanie odradza tego typu praktyki żywieniowe, bo ich stosowanie wiąże się z bardzo dużym ryzykiem.

Zdjęcie ilustracyjne. /JAS /RMF FM


Zanim zaczniesz stosować dietę - sprawdź, jakie mogą być jej konsekwencje

Chcesz się odchudzić i zastanawiasz się, jaką dietę wybrać? Zanim się na to zdecydujesz, sprawdź, jak dietetyk ocenia popularne diety – Dukana, kopenhaską, kapuścianą i rozdzielną Hay’a. czytaj więcej

Pierwsza rzecz - nie dla każdego jest głodówka. Wszyscy popełniamy ten błąd, że nie potrafimy się do tej głodówki odpowiednio przygotować. Warto byłoby przed nawet jednodniową czy dwudniową głodówką przebadać się gruntownie, zacząć do morfologii, żeby wykluczyć anemię. Zrobić także podstawowe badania typu USG jamy brzusznej czy nawet EKG, ponieważ jest wyższe prawdopodobieństwo zawału podczas głodówek - ostrzega dietetyk Kamila Poleszak-Najda. Kolejna ważna rzecz przed jedno- czy dwudniową chociażby głodówką - warto byłoby stopniowo zmniejszać ilość pożywienia po to, żeby łagodnie przejść do głodówki.

Pętla jo-jo

Kolejny błąd, to powrót do starych nawyków żywieniowych tuż po zakończeniu głodówki. Często jemy źle, za dużo i jemy niezdrowo. Efekt jo-jo jest wręcz gwarantowany! - mówi Poleszak-Najda. Jeżeli jednak stopniowo wprowadzimy jedzenie, np. dzień po głodówce zjemy delikatne jedzenie, lekkostrawne, w trochę mniejszej ilości, będzie to mniejszym szokiem dla naszego organizmu. Inaczej możemy wpaść w pętlę, w której głodówki i efekt jo-jo będą następować na zmianę - kolejne przybranie na wadze sprawi, że zastosujemy kolejną głodówkę i na odwrót.

Głodówka, nawet jednodniowa, powoduje to, że nasz organizm zużywa glikogen zgromadzony w wątrobie, a nie tłuszcz. Poza tym wygłodzony organizm zużywa białko, szczególnie wtedy, kiedy tej tkanki tłuszczowej nie mamy aż tak dużo do stracenia. Nie dostarczamy węglowodanów, co działa moczopędnie, więc tracimy wodę. Wchodząc na wagę cieszymy się, że ważymy mniej, ale nie tracimy tłuszczu, czyli tego, co jest najważniejsze, a właśnie nagromadzoną w organizmie wodę. Jest takie powiedzenie, że tłuszcze spalają się w ogniu węglowodanów. Jeżeli ich nie otrzymujemy, metabolizm tłuszczów przebiega odmiennie niż normalnie, tworzą się związki ketonowe, które zakwaszają nam organizm - ostrzega Poleszak-Najda.

Szczęście to po prostu chemia

A co z uczuciem szczęścia? Na to też jest proste wytłumaczenie. Osoby, które, tak cudownie się czują, mają po prostu w organizmie nadmiar związków ketonowych. To właśnie one powodują euforię, stan sytości, mimo że przecież człowiek nic nie je. To nie jest naturalne - ostrzega dietetyk.

Musimy też pamiętać, że każda głodówka sprawia, iż organizm zaczyna się bronić. Automatycznie zwalnia metabolizm, po to, by spalić jak najmniej, bo nie wie, kiedy znów dostanie składniki odżywcze. W momencie, gdy zaczynamy jeść normalnie, metabolizm wciąż jest zwolniony, więc szybko odkłada nam się dodatkowa porcja tkanki tłuszczowej podskórnej. To kolejna skuteczna metoda na efekt jo-jo - mówi Poleszak-Najda.

Zwolennicy głodówek wymyślają ich nowe formy, jak np. intermittend fasting, w których okres niejedzenia miesza się z "oknami żywieniowymi", w których teoretycznie możemy jeść wszystko. W zależności od formy, którą wybierzemy, okres niejedzenia może trwać od kilku godzin do nawet kilku dni. Przykładowo - jeżeli pierwsze okno żywieniowe mamy o godzinie 12, to wyklucza to zjedzenie przez nas śniadania. Jeżeli ktoś uprawia sport, oznacza to, że będzie to robić na czczo! Moim zdaniem tego rodzaju głodówki tylko teoretycznie są bardziej kontrolowaną formą. Tak naprawdę powoduje to tylko bardzo duże rozchwianie organizmu - uważa dietetyk.

Zmień metodę!

Poleszak - Najda zaleca, by zamiast głodówek po prostu przyjrzeć się swoim nawykom żywieniowym. Jeżeli jest to konieczne, to po prostu zmniejszyć ilość jedzenia ogólnie, a nie na kilka dni. Dzięki temu unikniemy rozchwiania metabolizmu, a wręcz sprawimy, że będzie on sprawniej funkcjonował. Warto też zmienić nawyki żywieniowe, jeżeli są faktycznie nie najlepsze, a nie posiłkować się jakimiś cud dietami, cud możliwościami, których będzie przecież coraz więcej i pomysłów na to, jak schudnąć bez wysiłku - a tak się nie da po prostu - rozwiewa złudzenia.

(mpw)