W Polsce aż co druga dorosła osoba wykazuje objawy niewydolności żylnej, a po 70. roku życia cierpi z tego powodu prawie każda kobieta – powiedział w środę chirurg dr Jarosław Rosochacki podczas konferencji prasowej w Warszawie.

Zdjęcie ilustracyjne /pixabay.com /Internet

Przewlekła niewydolność żylna jest chorobą cywilizacyjną, dla wielu osób trudną do uniknięcia, ponieważ w pracy przez wiele godzin muszą siedzieć przy biurku albo przebywają w pozycji stojącej, np. ekspedientki.

Zawsze powtarzam, że najzdrowszy zawód, jeśli chodzi o żyły, uprawia listonosz, bo jest ciągle w ruchu. Spacery, najlepiej intensywne, chronią przez żylakami - powiedział dr Jarosław Rosochacki z Centrum Medycznego Flebo w Wołominie.

Z danych przedstawionych przez specjalistę wynika, że w Niemczech niewydolność żylna występuje u 62 proc. kobiet i 49 proc. mężczyzn. W USA żylaki ma 21-29 proc. osób, a owrzodzenia i zmiany skórne na nogach - 5 proc. populacji.

Nie ma danych dotyczących całej populacji naszego kraju, ale przeprowadzone kilka lat temu badania w Warszawie wykazały, że objawy niewydolności żylnej występują u 50-55 proc. kobiet i 40-50 proc. mężczyzn - podkreślił dr Rosochacki. Dodał, że w Papui-Nowej Gwinei schorzenie to występuje u zaledwie 0,1 proc. kobiet.

Przewlekła niewydolność żylna spowodowana jest cofaniem się krwi w żyłach i nadciśnieniem w układzie żylnym. Jest to skutek upośledzonego działania zastawek żylnych, co doprowadza do zastoju krwi w nogach. Zmiany te występują w żyłach powierzchniowych kończyn dolnych.

Specjalista wyliczał, że wraz z niewydolnością żylną pojawią się takie objawy jak żylaki, obrzęki nóg lub okolicy kostek, uczucie ciężkości nóg i zmęczenia, a także ból nóg, ucisk lub skurcze. Niektóre osobny narzekają na pieczenie lub swędzenie skóry, pojawia się tzw. zespół niespokojnych nóg, wysypka i owrzodzenia.

Dolegliwościami tymi szczególnie zagrożone są osoby otyłe i palące papierosy oraz kobiety często używające wysokich obcasów. Bardzo ważne są predyspozycję genetyczne: ryzyko wystąpienia żylaków jest aż czterokrotnie większe, gdy chorowało z tego powodu choć jedno z rodziców.

Antykoncepcja hormonalna u pań przyczynia się zaś do powstawania pajączków, czyli drobnych szpecących naczyń. Spowodowane jest to tym, że zażywane estrogeny zwiotczają mięśniówkę gładką, co powoduje, że naczynia stają się bardzie wiotkie i rozciągliwe.

Dr Rosochacki zwrócił uwagę, że żylaki to nie tylko defekt kosmetyczny, szczególnie boleśnie odczuwany przez kobiety. Wraz z żylakami może się pojawić zapalanie żył powierzchniowych oraz żył głębokich, a to może doprowadzić do choroby zatorowo-zakrzepowej, która z kolei grozi śmiertelnym zatorem tętnicy płucnej.

Dodał, że inne powikłania niewydolności żylnej to przebarwienia i zmiany skórne na nogach, a także obrzęki i ranki, które mogą się przekształcić w owrzodzenia.

Aby temu zapobiec, ważne jest wczesne wykrycie choroby. Nie oznacza to jednak, że każdym pajączkiem lub żylakiem trzeba biec do lekarza. Do konsultacji ze specjalistą powinny skłonić takie objawy niewydolności żylnej jak obrzęki, bóle nóg i skurcze nocne - wyjaśnił dr Rosochacki.

Niezbędne jest wykonanie badania USG układu żylnego kończyn, tylko dzięki niemu można stwierdzić, czy pojawiające się zmiany są groźne. "Bez tego badania nie wiemy, czy niepozorny żylak jest tylko defektem kosmetycznym, czy też ukrywają się za nim niewydolne główne pnie żylne" - podkreślił specjalista.

Żylaki można skutecznie leczyć, są trzy główne sposoby terapii: leki, pończochy uciskowe i zabiegi operacyjne. Leki mogą łagodzić niektóre objawy, takie jak obrzęki czy uczucie ciężkich nóg, jednak nie leczą samej choroby i nie wpływają na zastawki oraz ściany żył. Zwykle przestają działać zaraz po ich odstawianiu - wyjaśniał dr Rosochacki.

Zdaniem specjalisty, lepsze defekty dają pończochy uciskowe, które poprawiają przepływ krwi w kończynach, pod warunkiem, że są dobrej jakości, ale one również mają jedynie działanie uzupełniające.

Najbardziej skuteczne są metody operacyjne. Dużo jest technik zabiegowych, ale Narodowy Fundusz Zdrowia refunduje tylko jedną z nich, tzw. stripping, czyli wyrywanie głównego pnia żyły - poinformował dr Rosochacki. Za pozostałe zabiegi nowoczesne i mało inwazyjne, po których pacjent niemal natychmiast wraca do pełnej aktywności, trzeba zapłacić z własnej kieszeni. 

(ag)