Spędzaliśmy ze sobą więcej czasu w ciągu ostatniego roku, a jednak w wielu związkach pandemia zainicjowała poważne kryzysy. Wiele domów zamiast być ostoją bezpieczeństwa, stało się ringiem codziennych wojenek. Dlaczego miłość wygasa i co zrobić, by znów patrzeć na siebie zakochanymi oczami z Iwoną Anną Wiśniewską, psychoterapeutą i seksuologiem rozmawiała Marlena Chudzio.

Marlena Chudzio: Przed pandemią słyszeliśmy, że pary spędzają ze sobą mało czasu i dlatego się rozpadają. W czasie pandemii spędzamy ze sobą dużo czasu i nadal się rozstajemy. Dlaczego? 

Iwona Anna Wiśniewska, psychoterapeuta i seksuolog: Tak, przed pandemią dla większości par głównym problemem był właśnie brak czasu. Pandemia była dla nas okazją, bo na co dzień nigdy nie ma czasu, zawsze jest coś ważniejszego niż ja i mój partner. Można było coś zrobić, żeby popracować nad związkiem. Pandemia, która nastała w ciągu kilku tygodni, diametralnie zmieniła nasze życie i wpłynęła na wszelkie obszary. Zwiększyła się przemoc i zaczęto o tym mówić. Pandemia miała też wpływ w ogóle na nasze relacje. Nie tylko dlatego, że przestaliśmy wychodzić z domu, ale tak naprawdę dlatego, że zaczęliśmy przebywać z drugą osobą. Wydawało nam się, że tak bardzo ją znamy, a okazało się, że jesteśmy z obcą osobą. To przebywanie powinno nas wzmocnić, a spowodowało, że coraz bardziej oddaliliśmy się od siebie. Była wspólna przestrzeń, która niestety robiła się coraz mniejsza, byliśmy zdenerwowani, pełni napięcia. Nie mówiliśmy do siebie, trochę "szczekaliśmy", nie słuchaliśmy tego, co mieliśmy do powiedzenia.

Byliśmy bardziej skupieni na informacjach niż na sobie. Lęk powodował trudności w zaadaptowaniu się do nowej sytuacji. Okazało się, że w naszych związkach nie ma uważności. Po kilku takich dniach rozmów o kredytach, dzieciach, pracy, o tym, co się dzieje, niepewności  - wszystko okazało się nie lada wyzwaniem. Zaczęły się telefony: co mam zrobić, żeby przetrwać. Dlaczego tak naprawdę jestem z tą osobą? Zaczęły się krzyki, bolesne słowa, dom, który miał być azylem, stawał się ringiem do walki. Bardzo wiele w tej pandemii, powiedzieliśmy sobie słów, które zapadły bardzo głęboko w serca. Pamiętajmy, że nie da się cofnąć słów. Za to trzeba być odpowiedzialnym. Nie wykorzystaliśmy czasu pandemii na poznanie siebie, na to, żeby mieć więcej energii, żeby wracać do dobrych wspomnień, usiąść razem, posegregować zdjęcia, żeby zastanowić, co tak naprawdę było fascynującego we mnie kilkanaście lat temu, kiedy mąż, narzeczony się zakochał. Warto pielęgnować tradycje, spędzać czas z dziećmi, na tyle, na ile to możliwe poprzez gry, opowieści rodzinne, zabawy.

Czyli może to od początku nie chodziło o ilość spędzanego czasu, a o jakość?

O jakość spędzanego czasu. O zauważenie drugiej osoby, czyli tzw. uważność. O słuchanie i słyszenie z uważnością. Słuchaliśmy się tylko wybiórczo, słuchaliśmy poprzez pryzmat zniekształceń poznawczych. Nastawiliśmy się na walkę z partnerem i zamiast słuchać i słyszeć, zaczęliśmy walczyć, mieć wiele pretensji, nie wprowadzaliśmy zmian, tylko czekaliśmy, kiedy to się skończy. Pamiętajmy również, sytuacja niepokoju nie wzmacniała relacji. Gdybyśmy siedli do jednego programu telewizyjnego, gdybyśmy wspólnie oglądali i dyskutowali, może udałoby się zredukować napięcie. Większość ma cały czas włączony telewizor, a to niszczy relacje małżeńskie. Zmiana powinna polegać na przypomnieniu sobie tego, co nas łączyło.

Czemu wygasa w nas początkowo zafascynowanie?

Zafascynowanie i zauroczenie. Jeżeli pozostajemy w związku na etapie fascynacji i zauroczenia, to to szybko wygasa. Łatwo sobie wyobrazić, że mamy ognisko. Jeżeli cały czas dokładamy do ognia kolejną gałązkę, płomień rośnie. Natomiast, jeżeli nie dajemy, ognisko wygasa. Trzeba sobie zadać pytanie, czy nasz związek był budowany na fundamentach. Na fundamencie zaufania, bycia z drugą osobą, uważności. A nie tylko brania. Czy byłam dawcą i czy byłam biorcą? Jeżeli zaczynamy zmiany, to oczywiście od siebie. Nie mówimy: gdyby był lepszy, ja bym była lepsza. Zanim zaczniesz modyfikować drugą osobę, to uporządkujmy własne życie. Byłoby dobrze w czasie pandemii, gdybyśmy sobie usiedli i wypisali cechy, które na początku nas fascynowały. Może np. pedantyczność, solidność, obowiązkowość, które nam się podobały, teraz irytują. Może problemem jest co innego. To, że osoba jest tak skupiona innych rzeczach, że nie zwraca uwagi na mnie.

Czy nie jest tak, że my bardzo dużo oczekiwań nakładamy na związek? On ma nam dostarczyć rozrywki, poczucia stabilizacji, zapewniać o naszej atrakcyjności. Wszystko to skupiamy na jednej osobie.

Wspaniałe pytanie. Jedno z pytań, które zadaje małżeństwom. Jakie mają oczekiwania od związku. Bardzo charakterystyczne u wszystkich par, które potrzebują pomocy, są nierealne oczekiwania co do związku. I proszę mi wierzyć, nie spotykam par, które na początku związku ustalają, jakie są ich oczekiwania. Niektóre są zdziwione, że coś takiego się ustala. Mówią sobie: ja miałam inne oczekiwania, a ty nie spełniasz tych moich oczekiwań. Tylko bycie w związku nie polega na tym, że partner, żona będą spełniali moje oczekiwania, żeby mnie było lepiej. My mamy razem tak zadbać o związek, żebyśmy w tym związku się rozwijali. To tak, jakbym była poczwarką, potem spotykam swojego męża, on o mnie dba, żebym z poczwarki stała się motylem. Motylem jestem dla siebie i dla niego. Jednak jeśli kobieta opiera się na swojej kobiecości; tylko na tym, czy będzie miała mężczyznę, który będzie jej filarem, to nie jest dobrze. Ona nie może wisieć na mężczyźnie i odwrotnie. Nie ma wtedy relacyjności w związku, jest zależność.

To może łatwiej odpuścić sobie pracę nad związkiem i co kilka lat wchodzić w nowy? Jaką przewagę mają dłuższe relacje?

Na początku związek daje adrenalinę i reguluje emocje. Pytanie - na ile daje szczęście parom i osobom, które uczestniczą w takich relacjach. Długi związek daje poczucie bezpieczeństwa, daje możliwość bycia z drugą osobą. Praca nad związkiem nie jest prosta. Nikt nas tego nie uczy, a trwa ona całe życie. Jednak świadomość, że mimo odległości, czy tego, co się stanie, mam osobę, na którą mogę liczyć - zmienia moje spojrzenie na świat. W takim związku jeszcze mamy czułość, dobre słowo, romantyczność - nawet u osób dwudziesto, trzydziesto i czterdziestoletnim stażem. Jeżeli ktoś jest z kimś krótko i poszukuje cały czas drugiej osoby, to nie buduje intymności. A intymność to nie tylko seks. Seks jest ważny, ale seks nie oznacza miłości. Seks nie jest w tym pierwszym przypadku oznaką miłości, chodzi o przyjemność. W tym drugim związku wielką przyjemnością jest spędzanie czasu we dwoje, przytulanie, całowanie, rozmowa. To nie jest tak, że musimy cały czas być odwróceni do siebie, ale ja muszę czuć tę osobę, że jest blisko, że podąża za mną wzrokiem. Zadajmy sobie pytanie: kiedy mówimy - jesteś dla mnie ważna. Zadajmy sobie pytanie - po co jesteśmy ze sobą, czyli co daje związek, a co zabiera. Jeśli nawet raz na miesiąc wychodzimy na tzw. randkę, to zawsze będziemy dla siebie ważni. Nawet teraz w pandemii możemy wyjść na spacer. Często nad drugim miejscu jest mąż, żona. Zawsze jest coś ważniejszego. Praca, zakupy, kontakty, pokazanie się. Nie rezygnujmy nigdy z czułości. Nie jest zarezerwowana tylko dla młodzieży.

A jak przeżyć te Walentynki?

No właśnie. Możemy zadać sobie pytanie: czy chcemy tych Walentynek? Przed naszą rozmową przeprowadziłam miniankietę. Rozmawiałam z czternastoma kobietami i tylko cztery były zachwycone, że będą Walentynki, bo ich mężowie w ogóle nie pamiętają o tym święcie i tylko czekają, czy będą pamiętać, czy nie. 10 osób było w ogóle przeciwnych. Ja również nie jestem entuzjastką Walentynek, mimo że to taki szczególny dzień w roku, w którym powinniśmy celebrować miłość, zainteresowanie drugą osobą. A ja bym chciała, żebyśmy w takim klimacie tzw. walentynkowym pozostali do końca życia. Jeżeli już 14 lutego, zaczniemy celebrować naszą miłość i czułość, to zróbmy takie postanowienie, że spróbujemy te Walentynki przedłużyć jeszcze tydzień, za tydzień jeszcze tydzień, za tydzień kolejny tydzień, żeby przeszła nam to w taką codzienność w spojrzeniu na drugiego człowieka i dbaniu o relację. Jak dbamy kwiatki, to one rosną, jeżeli nie dbamy, to one nie rosną. Niech ta czułość, niech ta miłość, spojrzenie, słuchanie w związku trwa cały rok. Spójrzmy 14 lutego na swojego partnera, na swoją żonę, swojego męża, dziewczynę, chłopaka i zakochajmy się jeszcze raz. Naprawdę warto, bo z miłością życie wygląda całkiem inaczej i od tego dnia niech to będzie życie, pełne jakości, fascynacji, intymności. Tego państwu i sobie życzę.