Marihuana nie pomaga w zwalczaniu choroby nowotworowej - podkreśla w rozmowie z RMF FM prof. Piotr Wysocki, szef Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej. Jego zdaniem leki, pochodne marihuany, które są zarejestrowane i mają konkretne działanie wspomagające, powinny być w naszym kraju dostępne, ale muszą być pozbawione wszystkich mitów, które im towarzyszą. Chodzi o to, by pacjenci dobrze wiedzieli, jakie jest ich działanie i nie oczekiwali cudów.

Mam wątpliwości, co do promowania pochodnych marihuany, ale uważam, że zarejestrowane leki powinny być w Polsce dostępne - mówi Grzegorzowi Jasińskiemu prof. Piotr Wysocki. Podkreśla jednak, że to nie są jedyne leki działające w określonych sytuacjach klinicznych. Jeżeli chodzi o zapobieganie, czy zmniejszenie nasilenia nudności i wymiotów albo działanie przeciwbólowe, medycyna dysponuje już lekami, które działają dużo lepiej. Z kolei stosowanie marihuany w zakresie opieki hospicyjnej, jest jakby poza zakresem obejmowanym przez onkologię, dotyczy medycyny paliatywnej.

Grzegorz Jasiński: Czy w swojej praktyce lekarskiej spotkał pan pacjenta, któremu w terapii nowotworowej, w jakiś sposób pomogły preparaty pochodne marihuany?

Prof. Piotr Wysocki: Przede wszystkim musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, co wiemy na temat marihuany i gdzie ona może pomóc. Ona nie pomaga w zakresie zwalczania choroby nowotworowej. To jest lek, substancja, która ma działanie wspomagające, a mamy dane wskazujące, że potrafi zmniejszać nasilenie nudności i wymiotów towarzyszących chemioterapii. Potrafi działać przeciwbólowo w pewnych, określonych sytuacjach. Pozwala zmniejszyć napięcie i niepokój u chorych i jednocześnie może stymulować apetyt, szczególnie u pacjentów w trakcie leczenia onkologicznego, gdzie ten apetyt jest osłabiony. Natomiast nie ma żadnych danych ani literaturowych, ani twardych danych z badań na zwierzętach, że ta substancja jest w stanie wyleczyć chorobę nowotworową, czy doprowadzić do jej remisji.

Oczywiście osoby cierpiące z powodu choroby nowotworowej będą miały racje, jesli powiedzą, że nawet uśmierzenie bólu, ułatwienie przechodzenia terapii, nawet poprawa nastroju pacjentów, którzy są w dramatycznym stanie psychicznym, bedą miały znaczenie. Spotyka pan w swej praktyce ludzi, którzy oczekują szansy skorzystania z tego typu preparatów...

Szum medialny, który towarzyszy teraz kwestii medycznej marihuany nie jest związany z kwestiami leczenia wspomagającego, co więcej, my mamy leki bardziej skuteczne w tych konkretnych sytuacjach wspomagających. Natomiast pacjenci przychodzą i pytają o możliwość zastosowania tego leku, jako potencjalnego panaceum, którego odmawia im się, bo ten lek może być według informacji, które uzyskują, skutecznym lekiem przeciwnowotworowym. A tak nie jest. 

Znane są preparaty na bazie marihuany, które w USA i Europie są już zaakceptowane lub są na zaawansowanym etapie badań. Wypisałem sobie kilka nazw: Marinol, Cesamed, Syndros, Epidiolex, Cannador, Sativex. Niektóre z nich mają łagodzić na przykład skutki chemioterapii onkologicznej, niektóre pomagać pacjentom cierpiącym na stwardnienie rozsiane, niektóre ograniczać częstość ataków padaczki. Czy te substancje są dla pacjentów w Polsce, ze wskazań medycznych, dostępne?

Substancje te na tę chwilę są niedostępne. Pacjenci mogą i próbują sprowadzać te substancje z innych krajów. Natomiast w Polsce nie ma możliwości, żeby je zakupić. 

Czy pana zdaniem, to powinno się zmienić?

W tym zakresie, w jakim są te substancje zarejestrowane, one powinny być dostępne, ale właśnie tylko i wyłącznie w takich wskazaniach, w których mają udowodnioną aktywność.

Projekt ugrupowania "Kukiz'15" w pierwotnej wersji proponował, by każdy chory mógł na własny użytek uprawiać konopie i przygotowywać pochodne produkty? Co pan o tym sądzi jako lekarz?

Generalnie wiemy, że palenie marihuany działa osłabiając napięcie nerwowe, pobudzając, poprawiając nastrój. Jednak są też dane, że jest to substancja, która znacznie silniej zwiększa ryzyko raka płuc niż tytoń. Z tej perspektywy nie wydaje się to być całkowicie bezpieczna substancja, którą można by szeroko stosować. Jeżeli chodzi o uprawianie i spożywane w tej formie. Natomiast myślę, że leki, które są zarejestrowane i mają konkretne wskazania, powinny być dostępne również w naszym kraju, ale co jest najważniejsze, muszą być pozbawione wszystkich mitów, które im towarzyszą. Żeby pacjenci, którzy dostają ten lek albo proszą o ten lek, dobrze wiedzieli, jakie jest konkretne działanie i nie oczekiwali cudów, tylko konkretnego wspomagania w określonych sytuacjach w przebiegu choroby nowotworowej.

Wspomniał pan o tym, że te leki nie są u nas dostępne, tak normalnie na receptę. Czy jako szef Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej uważa pan, że środowisko onkologów powinno podjąć jakieś działania na rzecz dopuszczenia przynajmniej tych zarejestrowanych na świecie preparatów. Tak, by osoby, którym wydaje się, że to jedyny sposób ulżenia swojemu cierpieniu, miały do nich łatwiejszy dostęp. Czy takie działania są możliwe? 

Ze strony naszego środowiska są opiniowane zapytania kierowane do nas ze strony ministerstwa. My jasno wskazujemy, jakie są konkretne wskazania dla tych leków i w jakich konkretnych wskazaniach te leki mogą być zastosowane. Natomiast musimy pamiętać, że to nie są jedyne leki działające w określonych sytuacjach klinicznych. Jeżeli chodzi o zapobieganie, czy zmniejszenie nasilenia nudności i wymiotów, mamy w tej chwili dużo bardziej skuteczne leki niż pochodne marihuany. Jeżeli chodzi o działanie przeciwbólowe, mamy całą grupę leków, które działają dużo lepiej i są dużo łatwiejsze do stosowania niż pochodne marihuany. To nie jest tak, że ten lek nagle będzie rozwiązaniem wielu problemów. To będzie dodatkowy element naszej apteczki, który będziemy mogli wykorzystać, aczkolwiek nie jest niezastąpiony.
 

Jak informacje na ten temat przyjmują pacjenci, którzy jednak pytają o preparaty na bazie marihuany? Bo naczytali się w internecie, że właściwie można "zaciągnąć się i wyzdrowieć". 

Rzeczywiście w tej sytuacji jest zdziwienie i trochę rozczarowanie. Wydawało się, że jest to z niewiadomych powodów ukrywana substancja, która mogłaby ich wyleczyć lub przedłużyć przeżycie. Wymagają wyjaśnienia. Zawsze udaje się wyjaśnić. Gdy zrozumieją, zmieniają swoje podejście i nie ma już takiej presji. Wiedzą, że to jest coś, co jest dodatkiem do całego procesu leczenia, a nie czymś, co zmieni ich rokowanie.

Czy spotkał się pan z pacjentami, którzy mimo wszystko deklarowali, że w taki, czy inny sposób zdobędą te preparaty, czy w Czechach, czy przez internet? Zażywali je, mimo że jako lekarz pan im to odradzał, są dalej na terapii, ale wiadomo, że próbują uciec się do innej metody...

Nie jest tak, że mówię, żeby tego nigdy nie stosowali, bo są oczywiście pewne sytuacje, w których ten lek może działać wspomagająco. Natomiast jest grupa pacjentów, którzy próbują wszystkiego. To są osoby, u których wyczerpano absolutnie wszystkie możliwości leczenia onkologicznego. Pozostaje tak naprawdę opieka paliatywna. Ci pacjenci trafiają, czy są już objęci opieką hospicyjną.  To są osoby, które próbują różnych strategii postępowania alternatywnego i próbują również marihuany.

To ja wrócę jeszcze do wcześniejszego pytania, czy właśnie dla tych pacjentów środowisko onkologów mogłoby podjąć pewne działania, by leki zarejestrowane, których działanie zostało w klinicznych badaniach potwierdzone, były dostępne? By bariery biurokratyczne zostały przełamane... 

Generalnie zakres stosowania marihuany w zakresie opieki hospicyjnej, medycyny paliatywnej, jest jakby zakresem już nieobejmowanym przez onkologię, tylko przez medycynę paliatywną. My możemy działaś wspierająco, ale w tym zakresie główną rolę odgrywa konsultant krajowy w zakresie medycyny paliatywnej i towarzystwa naukowe medycyny paliatywnej. My, jako onkolodzy, możemy wspierać ich inicjatywy, natomiast to nie jest stricte część onkologii klinicznej, także jest to medycyna paliatywna.

A gdyby takie starania się pojawiły, pan profesor sądzi, że takie wsparcie też by się pojawiło? Bo dostrzegam jednak pewien dystans w pana wypowiedziach. Czy to oznacza, że jednak, patrząc na sytuację globalnie, ma pan profesor wątpliwości, czy takie działania, promowanie tego typu środków, zatwierdzonych w innych krajach, byłoby skuteczne?

Oczywiście mam wątpliwości, co do promowania tych środków. Zupełnie inną kwestią jest kwestia dostępności, a inną kwestią - promocja. Co do dostępności, uważam, że ten lek, jako substancja zarejestrowana, powinna być dostępna. Natomiast co do promocji mam obiekcje. Środowisko onkologów, konsultant krajowy w zakresie onkologii klinicznej, Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej i inne onkologiczne towarzystwa naukowe są w stanie współpracować i wspierać inicjatywę ze strony Polskiego Towarzystwa Medycyny Paliatywnej, czy krajowego konsultanta do spraw medycyny paliatywnej, co było już wielokrotnie deklarowane w pismach do ministerstwa.