Dzięki nowatorskiej terapii, chorzy na Parkinsona nie muszą zamykać się w domu. Tzw. Głęboka stymulacja mózgu likwiduje sztywność, drżenie i przywraca zdolność szybszego wykonywania ruchów, dzięki czemu pacjenci są w lepszym stanie, bardziej wydolni i sprawni. Wielu z nich może kontynuować pracę zawodową.

zdjęcie ilustracyjne /Pixabay

W Polsce na chorobę Parkinsona cierpi już 100 tys. osób, ale ich liczba stale rośnie. Są oni leczeni powszechnie dostępnymi lekami doustnymi zawierającymi lewodopę, będącą prekursorem dopaminy i przekraczającą barierę krew-mózg.

W początkach choroby łatwo pacjenta usprawnić tymi preparatami, podobnie jak poprawia się stan chorych na cukrzycę, którzy wymagają zażywania insuliny - tłumaczy neurolog dr Magdalena Boczarska-Jedynak z Instytutu Zdrowia w Oświęcimiu. Cierpiący na chorobę Parkinsona częściowo odzyskują sprawność, mogą prowadzić normalne życie i kontynuować pracę zawodową.

Z czasem leki przestają działać. Chorzy muszą stosować coraz większe ich dawki, niektórzy pacjenci zamiast dwa, trzy razy dziennie zażywają je nawet 8-10 razy, żeby mogli funkcjonować, gdyż efekt terapeutyczny ustępuje już po 60-90 minutach, a czasami nawet szybciej - wyjaśnia specjalistka.

Po 5, 10 lub 15 latach chorzy zwykle przestają reagować na leki doustne i wymagają zastosowania ciągłej stymulacji dopaminergicznej. Zapewniają ją nowe technologie, takie jak głęboka stymulacja mózgu (deep brain stimulation - DBS) oraz tzw. terapia infuzyjna.

DBS polega na tym, że do określonych struktur mózgu wszczepia się elektrody, które pod wpływem impulsów elektrycznych poprawiają sprawność chorego - tłumaczyła dr Boczarska-Jedynak. Ta metoda wykorzystywana jest w naszym kraju od 15 lat.

Zdaniem neurolog, do głębokiej stymulacji mózgu nadaje się 10-20 proc. pacjentów z chorobą Parkinsona. Nie mogą oni przekroczyć 70. roku życia, a choroba musi trwać co najmniej 5 lat, ale nie więcej niż 15 lat. Przeciwwskazaniem są zaburzenia psychiczne, w tym depresja, a także otępienie oraz poważne choroby współistniejące.

Specjalistka przekonuje, że choć głęboka stymulacja jest droższa od tradycyjnej farmakoterapii, to licząc w dłuższym okresie jest opłacalna. Koszty tej terapii w porównaniu ze standardową farmakoterapią wzrastają o 32 proc. w pierwszym roku i związane są ze wszczepieniem stymulatora, ale spadają o 54 proc. w kolejnym roku i w każdym następnym są mniejsze - dodaje.

DBS likwiduje sztywność, drżenie i przywraca zdolność szybszego wykonywania ruchów, dzięki czemu pacjenci są w lepszym stanie, bardziej wydolni i sprawni. Wielu z nich może kontynuować pracę zawodową.

Najważniejsze jest właściwe dobranie chorych do głębokiej stymulacji mózgu oraz zastosowanie jej w optymalnym momencie choroby, nie za wcześnie, ale też wtedy, kiedy u pacjenta można w największym stopniu poprawność codzienne funkcjonowanie.

Choroba Parkinsona jest coraz większym wyzwaniem cywilizacyjnym. Na świecie na to schorzenie cierpi 6,3 mln ludzi, a w samej Europie - 1,2 mln. Głęboka stymulacja mózgu pomaga już 140 tys. chorych.