Jest kilka grup leków, które szczególnie często przyczyniają się do lekomani. Na pierwszym miejscu są leki przeciwbólowe – przestrzega profesor dr hab. Janusz Pluta – prezes Polskiego Towarzystwa Farmaceutycznego, kierownik Katedry i Zakładu Technologii Postaci Leku Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu. „Nie czytamy ulotek. Jeżeli już się zdecydujemy na jakiś lek, przeczytajmy jakie są przeciwskazania, objawy uboczne, jak długo ten lek możemy stosować” – radzi. Według niego problemem jest też powszechny dostęp do leków. „Na pewno przyczyną, która jest niezależna od pacjentów, a która decyduje o wzroście spożycia leków, jest trudna dostępność do specjalistów” – dodaje.

Zdjęcie ilustracyjne. /MPW /RMF FM


Zobacz również:

Bartłomiej Paulus: Polacy są lekomanami?

Profesor Janusz Pluta: Pytanie jest dość trudne, dlatego że zwiększone spożycie leków obserwujemy w wielu społeczeństwach. Polacy na pewno bardzo często używają leków. Jesteśmy chyba w kolejce, gdyby porównywać, za Amerykanami a w Europie za Francuzami. Myślę, że wartość rynku farmaceutycznego, duża we wszystkich krajach, u nas wynosi miesięcznie ponad 2 miliardy złotych. Jest to ogromna suma. Znacząca w budżecie. Z czego około 80 procent to leki generacyjne czy innowacyjne, ale aż 20 procent to leki bez recepty (OTC), które każdy według własnej woli może kupić i zażywać.

Nie mamy świadomości, że używanie leków bez recepty może być dla nas niebezpieczne?

Oblicza się, że około 13 - 14 procent osób przyjmujących leki bez recepty czyta ulotki. To jest dla pacjentów źródło informacji o zagrożeniach płynących z zażywania danego preparatu.

Niebezpieczna może być nawet tabletka na ból głowy.

Tak. Jest kilka grup leków, które szczególnie często przyczyniają się do lekomani. Na pierwszym miejscu są leki przeciwbólowe. Amerykańskie statystyki mówią o tym, że te leki zabijają w Stanach Zjednoczonych więcej ludzi niż narkotyki typu morfina czy heroina. Często leki przeciwbólowe zażywamy nawet, jak nic nas nie boli, bo przyzwyczailiśmy się do nich. Kolejna grupa to leki nasenne. Benzodiazepiny, pochodne kwasu barbiturowego to są już takie leki, które z natury powodują przyzwyczajenie. Ale są też leki, które powodują rozwolnienie. Dużo kobiet posiada zaparcia i stosuje w sposób ciągły preparaty zmniejszające te dolegliwości. Uzależniają również leki przeciwkaszlowe. Najczęściej wygląda to tak, że zdiagnozowaliśmy u siebie jakiś objaw, dopasowaliśmy chorobę, bierzemy leki, a potem przyzwyczajamy się do nich i organizm też się adoptuje. W momencie, kiedy przestajemy, pojawia się objaw abstynencji, tak, jak w uzależnieniu alkoholowym. Wtedy na siłę szukamy leku i stosujemy dalej.

Leki do walki z grypą, przeziębieniem. To też spore zagrożenie. Potrafimy stosować kilka preparatów, o różnych nazwach, choć ich skład jest taki sam. Łatwo można przedawkować pochodne efedryny.

To nie tylko efedryna. Tutaj niebezpieczeństwem jest też nieznajomość handlowych nazw leków. Nie wszyscy pacjenci o tym wiedzą. Różne leki o różnych nazwach handlowych mogą zawierać te same substancje czynne. Jest ponad 20 rodzajów paracetamoli, które mają różne nazwy. Jest to wprawdzie lek przeciwbólowy, ale stosowany jest również przy przeziębieniach. Osoby, które o tym nie wiedzą i zażywają leki o różnych nazwach z tym samym składnikiem, szybko mogą doprowadzić do przedawkowania. Takich sytuacji jest stosunkowo dużo.

Jakie są najczęściej popełniane błędy przy samodzielnym kupowaniu leków i leczeniu się, prowadzące do lekomani?

Nie czytamy ulotek. Jeżeli już się zdecydujemy na jakiś lek, przeczytajmy jakie są przeciwskazania, objawy uboczne, jak długo ten lek możemy stosować. Następną przyczyną powstawania lekomani jest poprawa naszego statusu ekonomicznego. Zarabiamy więcej i to powoduje, że stać nas na leki. Tutaj musimy zdawać sobie sprawę, że lek nie jest produktem codziennego użytku i niewiele wiemy na temat jego działania. Więcej rozmawiajmy, jeżeli już nie z lekarzem, bo mamy trudny dostęp do niektórych specjalistów, to przynajmniej z farmaceutą w aptece. Wypytujmy go o dany lek, o to czy stosujemy go prawidłowo. Następna przyczyna to stosowanie wielu leków jednocześnie. Musimy sobie zdawać sprawę, mówią o tym branżowe publikacje, jeżeli stosujemy jednocześnie pięć różnych leków, to na 88 procent któryś z nich będzie działał inaczej. Na pewno przyczyną, która jest niezależna od pacjentów, a która decyduje o wzroście spożycia leków, jest trudna dostępność do specjalistów. Pacjenci nie idą do lekarza po diagnozę i po receptę. Diagnozę stawiają na podstawie informacji z internetu czy z książek. Później sami się leczą. To prosta droga do zrobienia sobie krzywdy.

Lek na receptę - niebezpieczny. Lek bez recepty - bezpieczny. Tak myślą Polacy. To chyba problem.

Ogromny. Nie ma leków bezpiecznych. Lek jednocześnie może być substancją fizjologicznie czy biologicznie nie działającą. Może nam pomagać. Może być także trucizną. O wszystkim decyduje dawka i fizjologia organizmu. Dobór farmakoterapii jest sprawą zasadniczą.

Aptekarz, który sprzedaje klientowi pięć podobnych leków, powinien ostrzec o efektach ubocznych stosowania wszystkich jednocześnie?

Myślę, że tak jest. Wspomniałem o paracetamolu. Myślę, że farmaceuta wydaje leki i widzi, że to podobne preparaty, które zawierają wspomniany paracetamol, to na pewno zwróci uwagę pacjentowi. Po to tworzymy coś takiego jak opieka farmaceutyczna. To jest zjawisko, które przychodzi do nas z innych krajów. U nas sprawa nie jest rozwiązania. Problemem jest finansowanie. W innych krajach pieniądze pochodzą z budżetu państwa, u nas nie. W takim systemie farmaceuta jest również osobą, która monitoruje i doradza w leczeniu. Oczywiście w przypadku, kiedy uprawnienia nie pozwalają na zmianę farmakoterapii odsyła do lekarza. Tak samo jest tworzona opieka pielęgniarska, przecież uprawnienia pielęgniarek są coraz większe, łącznie z wypisywaniem niektórych grup leków.

Łatwy dostęp do leków nie pomaga w walce z lekomanią. Różne preparaty możemy kupić w sklepach, kioskach czy nawet na stacjach benzynowych.

To jest kolejny element, który przyczynia się do lekomanii. Gdzie byśmy nie byli, to te leki są. Tutaj jest kilka negatywów. Po pierwsze powszechność dostępu do leków, a wiemy, że dostępność powoduje popyt odpowiedni i odpowiednie zużycie leku. Następny element - cały szereg leków należy przechowywać w odpowiednich warunkach. O tym decyduje potem jakość tego preparatu i to, czy on jest skuteczny. Zauważyłem, że leki w kioskach wciąż leżą za szybą w nasłonecznionym miejscu. Te preparaty są niewiele warte. Tego nikt nie kontroluje, a przynajmniej nie robi tego skutecznie. Nie powinno się kupować leków na stacjach benzynowych czy w przypadkowych miejscach, a już na pewno nie w internecie. Po co wprowadza się leki do internetu? Są tańsze, ale bardzo często zafałszowane. Z danych WHO wynika, że nawet 90 procent to nieskuteczne podróbki.

A leki na receptę, które w mniejszych dawkach są już bez recepty?

To duży problem dla urzędu rejestracji i potem badających leki. Producent mówi, że wprawdzie stosuje substancję, która jest lekiem, ale w takim stężeniu, że praktycznie nie jest to lek. Nie ma takiej sytuacji. W tej chwili lek jest wtedy, kiedy substancja czynna osiąga określone stężenie terapeutyczne we krwi. Stosowanie mniejszej ilości tej substancji czynnej powoduje, że ten lek nie działa. Więc po co go stosować, a potem się zastanawiać, czy to jest środek ochrony zdrowia, suplement, czy lek. To powinno być zakazane.

Pan ma w domu szufladę, pudełko pełne leków?

Nie mam. Mam leki, które po prostu muszę brać. Stosunkowo mało stosuję preparatów. To nie jest nawet domena farmaceutów czy lekarzy, bo wśród nas są również osoby, które można uznać za lekomanów. Każdy człowiek, który nawet nie kończył studiów medycznych, powinien kierować się zdrowym rozsądkiem i wiedzieć, że nie ma leków obojętnych dla zdrowia. Są leki, które mogą pomóc, mogą w ogóle nie zadziałać i takie, które mogą skrzywdzić.  



(mpw)