W leczeniu raka płuca jesteśmy obecnie świadkami prawdziwej rewolucji – mówią eksperci. Wielu polskich chorych na ten nowotwór nie może jednak skorzystać z najnowszych osiągnięć medycyny – zaznaczyli.

Zdjęcie ilustracyjne /pixabay.com /Internet

Prof. Paweł Krawczyk, kierownik Pracowni Immunologii i Genetyki Uniwersytetu Medycznego w Lublinie przypomina, że raka płuca diagnozuje się w Polsce co roku u ponad 22 tys. osób. Jest to najczęstszy nowotwór złośliwy i najczęstsza przyczyna zgonów z powodu chorób nowotworowych. Co 20 minut ktoś w naszym kraju umiera na raka płuca.

Około 80 proc. przypadków tego nowotworu stanowi niedrobnokomórkowy rak płuca. I to w jego leczeniu nastąpił w ostatnim czasie największy postęp.

Jak przypomniał prezes Polskiej Grupy Raka Płuca prof. Dariusz Kowalski z Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej Centrum Onkologii - Instytut im Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, w 1995 r. za wielki sukces uznano fakt, że dzięki zastosowaniu chemioterapii opartej na cisplatynie odsetek przeżyć rocznych wyniósł 10 proc.

XXI wiek w leczeniu chorych na niedrobnokomórkowego raka płuca to czas rewolucji - ocenia prof. Kowalski. Zaznaczył, że postęp w tym zakresie dokonał się dzięki opracowaniu leków ukierunkowanych molekularnie, które działają u pacjentów z konkretnymi mutacjami i zmianami genetycznymi w komórkach nowotworowych oraz opracowaniu immunoterapii, czyli tzw. leków immunokompetentnych, które odblokowują aktywność układu immunologicznego, aby zaczął on skutecznie zwalczać raka.

Z badań przedstawionych przez prof. Kowalskiego wynika na przykład, że jeśli u pacjentów z tzw. rearanżacją genu ALK zastosuje się inhibitory szlaku ALK, to połowa tych chorych żyje aż cztery lata, a ich jakość życia jest znacznie lepsza, niż w przypadku podawania chemioterapii. Specjalista zaznaczył, że stosując kolejne generacje leków z tej grupy można uzyskać średnią przeżycia 90 miesięcy, czyli sześć lat. Trzeba pamiętać, że my mówimy o pacjentach z nowotworem zaawansowanym, w stadium rozsiewu. Dotychczas uważaliśmy, że jest to choroba śmiertelna, a teraz coraz częściej zaczynamy mówić, że staje się przewlekła - powiedział prof. Kowalski.

Z kolei zastosowanie immunoterapii u pacjentów z niedrobnokomórkowym rakiem płuca (ale bez mutacji genetycznych, które pozwalają zastosować leki celowane molekularnie ) wydłuża ich przeżycie dwu-trzykrotnie w porównaniu z chemioterapią. Część chorych leczonych immunoterapią może liczyć na przeżycie kilku lat. Mamy już obserwacje, że pięć lat przeżywa 16-20 proc. pacjentów - mówi prof. Krawczyk. Dodał, że nie można wykluczyć, iż stosowanie immunoterapii doprowadza w niektórych przypadkach do całkowitego wyleczenia.

Prof. Kowalski zwrócił uwagę, że w ostatnich miesiącach część polskich chorych na niedrobnokomórkowego raka płuca zyskała dostęp do immunoterapii w ramach programu lekowego. Są to pacjenci z tzw. rakiem płaskonabłonkowym. U nich w pierwszej linii leczenia można zastosować lek o nazwie pembrolizumab, pod warunkiem, że na komórkach nowotworowych stwierdzi się obecność białka PD-L1. Z kolei u chorych, u których tego białka na komórkach jest mało, podaje się niwolumab w II linii leczenia, po chemioterapii.

Obecnie ciągle czekamy na możliwość zastosowania immunoterapii w drugiej linii leczenia u chorych z tzw. rakiem niepłaskonabłonkowym - mówi prof. Kowalski. Dodaje, że nie ma żadnych przesłanek merytorycznych, aby chorzy z tej grupy nie otrzymywali leków immunokompetentnych, które są u nich również bardzo skuteczne. Obecnie pacjenci z niepłaskonabłonkowym rakiem płuca czekają na refundację leku o nazwie atezolizumab, który uzyskał pozytywną rekomendację zarówno Rady Przejrzystości Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT), jak i prezesa AOTMiT.

Prof. Kowalski dodał, że niezbędne są również zmiany w finansowaniu leków z grupy inhibitorów ALK. Obecnie pacjenci z rakiem płuca i rearanżacją genu ALK mają dostęp jedynie do inhibitora pierwszej generacji i to dopiero po chemioterapii, co obniża skuteczność tego leczenia. Wszędzie na świecie stosuje się je od razu w pierwszej linii, bo po co stosować chemioterapię, skoro jest mniej skuteczna - tłumaczył ekspert.

(ag)