Ta wiosna jest szczególnie agresywna dla alergików – ostrzegają specjaliści. Przynajmniej, jeżeli chodzi o pyłki drzew. Swój sezon jeszcze ma – choć powoli go kończy – brzoza. Na horyzoncie jednak już są trawy – a perspektywa ich pylenia wielu osobom odbiera radość ze spacerów i aktywności na powietrzu. Lekarze zachęcają do tego, żeby się odczulać – a jeżeli nie mamy jeszcze zdiagnozowanej alergii, to już teraz pomyśleć o kolejnym sezonie.
Mamy efekty przedłużającej się zimy - ten rok jest szczególnie trudny dla alergików. Skarżą się zarówno osoby, które już odczulają się i te - które do tej pory nie miały objawów albo były one bardzo skąpe. Nie wiadomo jak będzie odczuwalne pylenie traw, ale pyłki drzew praktycznie wybuchły i miały ogromną moc rażenia.
To powinno przekonać wielu niezdecydowanych do tego, żeby zadbać o diagnostykę i leczenie. Alergia to często nie jest delikatny wiosenny katarek - bardzo często to także:
- kaszel,
- silny ból głowy,
- zapalenie zatok,
- drapanie w gardle,
- zapalenie spojówek,
- osłabienie,
- zmęczenie,
- duszności.
Dlatego warto zdecydować się na odczulanie.
Jeżeli te objawy są nasilone, one utrudniają codzienną aktywność... przeszkadzają w szkole, przeszkadzają w pracy - więc podstawowy argument jest taki, że można tych objawów nie mieć. Po drugie, jeżeli dana osoba ma alergiczny nieżyt nosa, to odczulanie - czyli wytworzenie tolerancji na uczulający alergen - nie tylko powoduje, że nie ma objawów alergicznego nieżytu nosa, ale również zabezpiecza przed rozwojem poważniejszych chorób. Przede wszystkim chodzi o astmę oskrzelową - tłumaczy w rozmowie z portalem Twoje Zdrowie RMF24, dr n.med. Marcel Mazur z Centrum Alergologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.
Alergia może rozwinąć się w każdym momencie życia. Specjaliści zaznaczają, że przychodzą do poradni nie tylko czterdziestolatkowie, ale nawet osoby siedemdziesięcioletnie - które są zaskoczone, że są alergikami, bo nigdy wcześniej nie miały objawów. Jeżeli już teraz utrudniają nam one codzienne funkcjonowanie, a nie mamy jeszcze zdiagnozowanej choroby - warto udać się do lekarza, żeby przepisał leki przynoszące ulgę. Po sezonie natomiast - czyli najlepiej jesienią, gdy dolegliwości miną - zaleca się wykonanie testów, żeby rozpoznać problem i móc skutecznie odczulać się w następnym sezonie, a tym samym w pełni cieszyć się wiosną.
Dostępne metody mają dofinansowanie Narodowego Funduszu Zdrowia - ale nie oznacza to, że kosztują tyle samo. Przykładowo, preparat na pyłki traw:
- zastrzyki - są bezpłatne dla dzieci, a dorośli w skali roku płacą kilka złotych
- odczulanie doustne - to koszt kilkuset złotych, dla dzieci może być za darmo.
Wybór może być podyktowany kwestią ekonomiczną, ale też wygodą - na podanie zastrzyku trzeba przyjeżdżać do Poradni Alergologicznej co miesiąc. Preparaty pod język - można wykupić i przyjmować w domu. Jedna i druga metoda jest skuteczna.
Alergia może być dziedziczna, ale tylko jako tendencja. Nie dziedziczymy konkretnych alergii.
Jeżeli na przykład mama i tata są uczuleni na trawy - to dziecko na roztocza, albo na brzozę... Ono ma tylko większą szansę na to, że się uczuli - natomiast nie możemy z góry powiedzieć na co i jaki zakres tych alergii będzie - tłumaczy specjalista.
Uczulenie na wiele alergenów - wbrew panującym mitom - nie jest problemem. Można walczyć jednocześnie z kilkoma alergiami.
Najważniejsza jest diagnostyka - a są to testy: skórne i z krwi.
Podstawową metodą diagnostyczną, łatwo dostępną, prostą do wykonania i też noszącą dużo informacji - są tak zwane testy skórne punktowe. Chcielibyśmy jednak uniknąć ich wykonania w sezonie objawowym - bo żeby one były wiarygodne, to pacjent nie może być pod wpływem leków hamujących odczyny w testach skórnych, czyli przede wszystkim doustnych leków przeciwalergicznych. Musi te leki odstawić na przynajmniej tydzień, a to jest często ciężkie do zrobienia w sezonie pylenia. Zatem ta metoda diagnostyczna nie zawsze jest możliwa do zrealizowania w sezonie objawowym. Druga metoda to oznaczenie przeciwciał z krwi - która także jest precyzyjna, dokładna i nie zależy od tego czy pacjent przyjmuje leki - także może wykonywana o dowolnej porze roku, natomiast jest tak zwaną metodą drugiego rzutu - zaznacza dr n. med. Marcel Mazur z Centrum Alergologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie
Oznaczenie przeciwciał z krwi najczęściej służy do weryfikacji testów skórnych - jeżeli nie wykazują one uczulenia.
Paradoksalnie, osobom uczulonym na pyłki - łatwiej będzie oddychało się w lesie, na wsi, na łące... choć jest tam więcej zieleni. Mimo, że w mieście mniej jest drzew i traw - to jest zanieczyszczenie powietrza, które potęguje alergię. Tak pokazują najnowsze badania wykonane w Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego.
W zanieczyszczonym środowisku są one bardziej agresywne. Mam pacjentów, którzy do tej pory jeździli sobie na rowerze w lasku brzozowym, w czystym środowisku i mieli jedynie łzawienie oczu, lekki katar i nawet nie diagnozowali się w kierunku alergii. W momencie, kiedy zmienili miejsce zamieszkania na miasto, na bardziej zanieczyszczone środowisko - okazało się, że w trakcie jazdy na rowerze w pobliżu głównych traktów komunikacyjnych - gdzie może kilka drzew brzozowych rośnie, u nich wystąpiły objawy duszności, kaszel i zgłosili się do alergologa. Wyjaśniło się, że są uczuleni na pyłek brzozy - wyjaśnia prof. Ewa Czarnobilska, kierująca Centrum Alergologii Klinicznej i Środowiskowej Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.
Pyłek brzozy w zanieczyszczonym środowisku nawet przy małym stężeniu może powodować ciężkie objawy alergii. Dotyczy to zwłaszcza drzew.
Dlatego, że okres grzewczy pokrywa się z sezonem pylenia drzew - w związku z czym one są w przewlekłym stresie i produkują białka zapasowe, które są bardziej alergogenne. Zatem zestresowany pyłek roślin jest bardziej alergogenny niż ten, który rośnie w środowisku czystym i nie ma tego stresu roślinnego - podkreśla prof. Ewa Czarnobilska.
Dodatkowo, pyłek w zanieczyszczonym powietrzu jest cięższy.
Jeżeli ten pyłek jest otoczony zanieczyszczonymi składnikami powietrza - unosi się na poziomie twarzy i stąd jest większa inhalacja. Łatwiej osadza się na błonach śluzowych nosa czy oskrzeli - powodując: katar alergiczny czy nawet objawy astmy lub ciężkie zapalenie spojówek. Nasze badania pokazały, że nawet mniejsze stężenie pyłku - a równolegle większe stężenie PM2,5 i PM 10... powodowało, że u naszych pacjentów nasilały się objawy: alergicznego nieżytu nosa, astmy oskrzelowej czy zapalenia spojówek - właśnie związane z tą agresywnością pyłków - mówi profesor Czarnobilska.
Dlatego osoby przebywające wśród drzew i zieleni - nie będą miały takich objawów, jak te w dużym mieście. Betonowa dżungla stwarza więc większe możliwości dla rozwoju alergii - niż naturalny las. Dla osób uczulonych na pyłki traw - niebezpieczne są spaliny samochodowe.
W słoneczne dni generują ozon, który uszkadza pyłki i powoduje, że z nich uwalniają się drobne składniki - które wnikają głęboko do dróg oddechowych i wywołują objawy astmy - tłumaczy alergolog.
Nie ma potrzeby zatem, żeby unikać zielonych terenów w czystym środowisku. Ważne jest to, żeby sprawdzać w aplikacjach nie tylko stężenie pyłków, ale też PM2,5, PM 10 lub ozonu.





