Najbardziej znana jej twarz – zamyślona i smutna. Kojarzona jest także z brakiem sił, wycofaniem z życia, a nawet ucieczką. To jednak choroba na tyle podstępna, że potrafi udawać zdrowie – z uśmiechem, energią i pozornie dobrym samopoczuciem. Możemy widzieć kogoś codziennie i nie zauważyć, że ona zabiera go po kawałku od środka. W Dniu Walki z Depresją – demaskujemy tę chorobę, która według Światowej Organizacji Zdrowia jest czwartą najpoważniejszą chorobą na świecie i jedną z głównych przyczyn samobójstw.
Najbardziej klasyczna jej postać - to zauważalny smutek i wycofanie się, czyli wyraźny sygnał, że dzieje się coś niepokojącego. Mimo to, znajdą się osoby, które będą miały "złote rady":
- "Myśl pozytywnie!"
- "Nie przesadzaj!"
- "To nie koniec świata!"
- "Weź się w garść!"
- "Niektórzy mają gorzej i żyją..."
Musimy pamiętać o tym, że osoba chorująca na depresję naprawdę czuje się zupełnie inaczej i nie możemy postrzegać tego swoimi kategoriami. Jeżeli mówi, że nie ma energii, że nie ma siły, żeby coś zrobić, żeby wstać z łóżka - to tak naprawdę jest. Nasze zaklinanie rzeczywistości, mówienie, żeby wstała - bo jak zacznie działać będzie jej się bardziej chciało - mija się z celem - tłumaczy dr Michał Opielka, psychiatra i kierownik Centrum Zdrowia Psychicznego Szpitala Specjalistycznego w Chorzowie.
Depresja to choroba, którą trzeba leczyć. Na co nie wszyscy decydują się - uważając, że to: nieskuteczne i nie do końca bezpieczne. To mit! - podkreślają specjaliści.
Przede wszystkim trzeba jasno powiedzieć, że jednoznacznie stwierdzono, że leki są skuteczne. Oczywiście, nie zawsze potrzebne - bo w łagodnych epizodach depresyjnych wystarczy choćby terapia zajęciowa czy wsparcie społeczne. Natomiast, już przy zaawansowanych stadiach choroby - kiedy przebieg jest cięższy - to leki stają się tym kluczowym czynnikiem, który pozwala człowiekowi stanąć na nogi - wyjaśnia psychiatra. Specjalista podkreśla też, że można wybrać takie leki - które nie wpłyną na codzienne funkcjonowanie.
Problemem nie jest brak leczenia - tylko brak reakcji. Warto zwrócić uwagę na to, czy ktoś nie zachowuje się inaczej niż zwykle i nie znika nam z pola widzenia.
Smutek nie zawsze jest widoczny - czasami ukrywa go uśmiech.
To jest taki rodzaj depresji maskowanej. Ten człowiek pewnie nie jest radosny - natomiast na zewnątrz rzeczywiście sprawia takie wrażenie, jakby nic się nie stało... bo bardzo mocno maskuje objawy depresji. Być może maskuje je tylko wtedy, gdy pojawia się w pracy. Tam spełnia swoje obowiązki i wszystko jest jakby w porządku. Tego, co dzieje się w domu nie wiemy, to wie tylko ta osoba. Być może jest tak, że w jego przeżywaniu jest bardzo dużo smutku i lęku, ale on jest zakamuflowany - zaznacza w rozmowie z portalem Twoje Zdrowie RMF24, Lidia Tkaczyk psycholog i psychoterapeutka ze Szpitala MSWiA w Krakowie.
Depresja niewidoczna dla otoczenia - to na zewnątrz pozorna pełnia życia, a wewnątrz pustka. Taka osoba może tylko wyglądać na dobrego pracownika czy rodzica.
Czasem mówi się o takich mamach, które mają głęboką depresję, że one są takie martwe emocjonalnie. Być może taka osoba spełnia te swoje role społeczne i zawodowe tak automatycznie, trochę jak robot. Nie ma głębi, a w środku kłębią się mocno pesymistyczne myśli i niechęć do życia - mówi psychoterapeutka.
W takiej sytuacji, trudniej jest zauważyć problem. Osoby z zewnątrz nie reagują. Taka osoba może wyglądać na kogoś, kto działa i planuje - a w środku kiełkują myśli o rezygnacji z życia. Jak zauważyć depresję pod maską?
Sygnałem alarmowym jest zmiana zachowania. Bardzo często, takim pierwszym symptomem są też zaburzenia snu... człowiek całą noc nie śpi i rozmyśla. A wiadomo, że jak zaczyna rozmyślać - to w głowie pojawiają się różne przykre wyobrażenia - zaznacza Lidia Tkaczyk.
Warto mówić o tym, że depresja ma różne oblicza - także charakterystyczne dla wieku.
Na przykład depresja u nastolatków - może przejawiać się wyłącznie buntem i agresją. To nie wygląda jak depresja. To wygląda jak bycie niegrzecznym i odrzucającym, a pod spodem kryje się smutek i niechęć. Człowiek nie widzi perspektyw w życiu i czuje się nieszczęśliwy, ale wyraża to inaczej niż byśmy się tego spodziewali - tłumaczy specjalistka.
Depresja to zawsze smutek i pustka - tylko czasami w masce. Trzeba to wiedzieć, żeby samemu też szukać pomocy w odpowiednim momencie. Świadomość jest na szczęście coraz większa i ludzie coraz częściej zgłaszają problemy - jeżeli nie idą od razu do psychiatry, to najpierw zgłaszają je lekarzowi rodzinnemu. Czy depresja to coraz częstszy problem?
Żyjemy w bardzo trudnych czasach, które wymagają od nas nadludzkich wysiłków bycia: pięknym, bogatym, zadbanym i odnoszącym świetną karierę. I to wszystko musimy mieć szybko, trzeba mieć wspaniałe mieszkanie, ubranie i wyglądać jak celebryta - opisuje psycholog.
To, że mamy możliwość podglądania życia innych - także powoduje w nas poczucie, że im się udało, znaczą i mogą więcej, że chcielibyśmy tak samo, a nie zawsze możemy.
Żyjemy w czasach, w których jesteśmy nieodporni na frustracje - wszystko chcemy na już i każde niepowodzenie, to jest niepowodzenie razy dziesięć. Niektórych wcale nie mobilizuje, żeby zacząć od nowa i próbować - tylko jest końcem wszystkiego. Tak jesteśmy wychowani i dzieci też uczymy tego, że wszystko jest na już, bez odwlekania tego w czasie i to powoduje, że w dorosłości również mamy takie oczekiwania - podkreśla Lidia Tkaczyk.
Zdaniem specjalistki dominuje "narcystyczny" obraz rzeczywistości. Mamy być skupieni na sobie, a przecież jesteśmy gatunkiem stadnym - bycie w grupie i w rodzinie przynosi więcej satysfakcji, niż bycie samemu.





