Z punktu widzenia biologii człowieka nie ma większego znaczenia czy dodamy extra godzinę do nocy, czy dnia. Najważniejsza jest równowaga pomiędzy okresem wypoczynku, a okresem pracy. Jak podkreślają endokrynolodzy, człowiek jest skomplikowanym organizmem, w którym jednak wszystko gra jak w orkiestrze. A dyrygentem są hormony. Dlaczego teraz mogą "dać nam w kość"? Wyjaśnia lek. med. Sylwia Kuźniarz - Rymarz.


Katarzyna Staszko, RMF FM: Wiadomo, że hormony wpływają na nasze zdrowie i codzienne funkcjonowanie. Jak dokładnie działają?

Hormonalna zmiana czasu. Dlaczego da nam w kość?

Sylwia Kuźniarz - Rymarz, endokrynolog: Mamy szereg hormonów, których wydzielanie jest związane konkretnie z dobowym rytmem. Jest kortyzol i cała oś: podgórze, przysadka, nadnercze, to jest główny hormon, dzięki któremu budzimy się rano. On jest wydzielany nad ranem i rano. Natomiast dla przeciwwagi, hormon, który będzie nam pozwalał dobrze spać w nocy to melatonina, która wydziela się mniej więcej od północy do trzeciej nad ranem. I wtedy ten nasz sen jest najbardziej efektywny. Dlatego właśnie - zarówno przez zmianę czasu jak i podróże w inne strefy czasowe - zaburzamy to funkcjonowanie.

Czyli kluczowe dla naszego zdrowia jest to, żeby funkcjonować według jakichś schematów?

Podkreślam raz jeszcze - najważniejsza w życiu jest harmonia, współgranie wielu mechanizmów w naszym organizmie. Tak, żeby te najważniejsze czynności były w pewien sposób powtarzalne. Mam na myśli godziny zasypiania, godziny wstawania czy godziny posiłków

Co dzieje się z naszą gospodarką hormonalną kiedy dodajemy tę jedną godzinę snu? Czyli po tej zmianie czasu, którą właśnie mieliśmy.

Nasz organizm wysłał nam już sygnał, że powinniśmy wstawać. Natomiast budzik jeszcze nie zadzwonił. Wieczorem idziemy spać mimo, że jeszcze nam się nie chce. Przez kilka dni zanim wszystko wróci do swojego starego rytmu, będą występować niedogodności, bo o poważnych zaburzeniach nie można tutaj mówić.

Jak sobie pomóc w tym czasie?

Myślę, że można i warto brać przykład z dzieci, które funkcjonują absolutnie zgodnie ze swoim zegarem biologicznym. Kładą się spać wtedy, kiedy odczuwają senność, kiedy czują się zmęczone. Wstają wtedy, kiedy są wyspane. Więc jeśli mamy taką możliwość to powinniśmy po prostu słuchać swojego organizmu i przynajmniej przez kilka dni po zmianie czasu reagować na sygnały, jakie nam wysyła.

Zawsze myślałam, że dodatkowa godzina snu to super sprawa. Pozwala odespać pracowity tydzień i z nową energią wejść w kolejny. Tymczasem okazuje się, że to właśnie teraz częściej jesteśmy przemęczeni, rozdrażnieni, albo po prostu czujemy się źle. Dlaczego tak się dzieje? I jakie mogą być zdrowotne konsekwencje przestawienia zegarków o jedną godzinę do tyłu?

Mówi się, że w okresie zmiany czasu zwiększa się nam, w ciągu kilku pierwszych dni, ryzyko zawału serca czy udaru mózgu. To w związku z dużymi skokami wartości kortyzolu, adrenaliny, noradrenaliny. Bo albo musimy się wcześniej obudzić albo budzik dzwoni nie wtedy kiedy trzeba i wtedy organizm reaguje. Jest to dla nas stres, więc naturalne nasze mechanizmy obronne, czyli reakcje hormonalne zaczynają się uaktywniać i to może być dla naszego zdrowia niekorzystne.


A czy dobrym sposobem, nie tylko po zmianie czasu, ale w ogóle w tym deszczowym, chłodnym okresie jesiennym jest zmuszenie się do wcześniejszego wstawania? Mama mojej koleżanki zawsze tak robiła. Budziła się przed wszystkimi, czytała gazetę i na spokojnie wypiła filiżankę kawy. Może właśnie warto pozwolić, aby ten "poranny hormon" zadziałał i dopiero wtedy wyjść do ludzi, zacząć pracę?

Zawsze oczywiście łatwiej wejść nam do codziennych obowiązków kiedy mamy taki okres adaptacyjny. Czyli na spokojnie wstaniemy, wypijemy kawę do śniadania, wykonamy poranne czynności i organizm nie ma takich ogromnych wyrzutów hormonów stresu, wszystko odbywa się w sposób płynny. Najważniejsze jest współgranie tych mechanizmów w organizmie. Czyli hormony wydzielane są w odpowiednim czasie i w odpowiednich stężeniach.

Jesienią lub zimą niektórzy uciekają od zimna w ciepłe kraje. Popularna jest np. Indonezja. Czyli lecimy do innej strefy klimatycznej i czasowej. Tutaj też hormony mogą zwariować. Jak zadbać o siebie po powrocie? Czy warto mieć w zanadrzu parę wolnych dni na przestawienie się do codziennego tryby.

Tak, po pierwsze po to, aby odespać ten urlop, a po drugie, żeby rzeczywiście dać sobie chwile czasu na powrót do swojego starego rytmu. Organizm zorientuje się, że jest w domu, śpi we własnym łóżku, budzi się o stałej porze. I wówczas ośrodek, który koordynuje nam rytmy dobowe, wróci do stanu homeostazy i zacznie wysyłać sygnał, że wszystko już wróciło do normy i możemy funkcjonować prawidłowo.

Dr Sylwia Kuźniarz-Rymarz na co dzień przyjmuje w krakowskim Centrum Medycznym Sublimed.

 (k.s.)