Zaczyna się od eliminowania z diety niezdrowych produktów. Z czasem lista jedzenia, które skreślamy ze swojego jadłospisu, drastycznie się wydłuża. Spożywanie „zakazanych produktów” budzi lęk i poczucie winy. To może być oznaka tego, że cierpimy na ortoreksję.

REKLAMA
Zdjęcie ilustracyjne. /MKa /RMF FM

Ortoreksja to obsesyjne pragnienie zdrowego odżywiania się. Jest zaburzeniem łaknienia. Nie ma nic złego w zdrowym żywieniu, my jako dietetycy też apelujemy cały czas o to, żeby odżywiać się zdrowo, ale jest granica pomiędzy zdrowym odżywianiem a chorobą - mówi dietetyk Kamila Kamila Poleszak-Najda, dietetyk. Jak podkreśla, ta choroba nie rozwija się z dnia na dzień. Zaczyna się bardzo niewinnie - od tego, że eliminujemy z diety produkty, które uważamy za niezdrowe, czyli słodycze, fast-food czy tłuszcze nasycone. Problem polega na tym, że ta lista zaczyna się drastycznie wydłużać i w końcu mamy wrażenie, że wszystko nam szkodzi, wszystko jest niezdrowe, a każde odstępstwo od tzw. zdrowych produktów powoduje u tej osoby lęk, poczucie winy - tłumaczy Kamila Poleszak-Najda.

Życie ortorektyka skupia się wokół analizowania produktów, które je, wybierania tylko tych zdrowych. Studiowanie etykiet staje się obsesją - dodaje dietetyk. Jak mówi, lista produktów zakazanych, czyli niezdrowych według tych osób, stale się wydłuża. Tak naprawdę niewiele nam zostaje do zjedzenia. W pewnym momencie powoduje to niedożywienie. Na początku odróżniamy to od anoreksji, ponieważ wtedy człowiek boi się w ogóle jeść, a tu boimy się określonych produktów, ale z czasem lista tych produktów jest na tyle długa, że tak naprawdę nie zostaje nam nic do jedzenia - mówi Kamila Poleszak-Najda. Żyjemy w czasach, kiedy ta przetworzona żywność nas otacza i jakbyśmy rzeczywiście aż tak drastycznie selekcjonowali tę żywność, to w pewnym momencie nie mielibyśmy już co jeść. Tak jest w przypadku tych osób - dodaje.

(mpw)