Krystyna Kofta: Hodowałam raka 8 lat. Zachorowałam na własne życzenie

Środa, 15 października 2014 (07:00)

„Praktycznie zachorowałam na własne życzenie. Nigdy się nie badałam, mimo że byłam sekretarzem Różowej Wstążki. Uważałam tak jak większość, że jeśli nie boli, to nic się nie dzieje złego” – mówi w rozmowie z RMF FM Krystyna Kofta. Pisarka w 2002 roku dowiedziała się, że ma raka piersi. „Gdybym badała się, to by się go uchwyciło, byłby mały i ja nie straciłabym piersi” - podkreśla. „Bardzo proszę wszystkie kobiety, żeby zrobiły badanie. Warto się badać” – podkreśla Kofta.

Nie zaznaczono żadnej odpowiedzi !

Jak często sama badasz sobie piersi?

  • 15%
  • 46%
  • 39%
głosów: 191

Katarzyna Sobiechowska-Szuchta: Czy pamięta pani swoją pierwszą myśl, kiedy lekarka powiedziała pani: Pani Krystyno, ma pani raka?

Krystyna Kofta: Pomyślałam sobie, że wcale się nie dziwię. Praktycznie zachorowałam na własne życzenie. Nigdy się nie badałam, mimo że byłam sekretarzem Różowej Wstążki. Uważałam tak jak większość, że jeśli nie boli, to nic się nie dzieje złego. Wydaje nam się, że znamy swój organizm, że wszystko o nim wiemy i że on na pewno da nam znać, jeżeli będzie się coś z nami działo złego - a nic takiego nie było. Byłam w wieku "klimakteryjnym" i wszystko zrzucałam na to klimakterium.  Wydawało mi się: czasami głowa boli, trochę schudłam, jakoś mi słabo - to klimakterium. Tymczasem ten guz rósł sobie spokojnie. Potem, gdy zrobiłam biopsję i operację, to pani doktor mi powiedziała, że ja go po prostu hodowałam go mniej więcej 8 lat.  Gdybym badała się co roku  - tak jak powinno się  w wieku 50 lat -to by się go uchwyciło, byłby mały i ja nie straciłabym piersi. Dlatego postanowiłam napisać o tym. Zamiast w "Twoim Stylu" pisać o sprawach, o których pisałam, damsko-męskich, postanowiłam napisać o tym, jak to głupio się złożyło i jak mało się nie przejechałam na drugi świat, lepszy podobno, ale jak na razie wolę ten. Pisałam: wy też jesteście takie, że jak was nie boli, to się nie badacie, a tymczasem trzeba się badać, dlatego że to nigdy nie boli a jak boli to znaczy, że już są przerzuty do kości, że już zaczynają się jakieś straszne rzeczy dziać i wtedy naprawdę trudno już uratować człowieka.

JAK BADAĆ PIERSI? NA CO ZWRÓCIĆ UWAGĘ? PRZECZYTAJ ROZMOWĘ Z EKSPERTEM I ZOBACZ FILM INSTRUKTAŻOWY

Wydała pani bardzo przejmującą książkę "Lewa, wspomnienie prawej". Gdy ją czytałam, miałam takie poczucie, że z jednej strony podjęła pani walkę o życie o siebie, walkę z chorobą, ale z drugiej strony pojawiały się takie momenty zwątpienia. Czy to jest naturalne, że wtedy w człowieku pojawiają się takie ambiwalentne uczucia - nie mam już siły, będę walczyła, nie mam już siły, ale będę walczyć?

Sądzę, że walorem tej książki jest to, że to jest prawdziwy dziennik. Prowadziłam dzienniki od mniej więcej 40 lat i po prostu wyjęłam jeden rok i opublikowałam. Miałam propozycję napisania powieści, ale nie mogłam pisać fikcji na ten temat, bo wydawało mi się to głupie - wszystko wiem, a teraz wymyślę jakąś bohaterkę, ona będzie przechodziła to samo, co ja i ja będę wymyślała sytuacje, które mam opisane prawdziwe w dzienniku. Trochę się wahałam - tak się odrzeć z prywatności, nawet nie trochę, tylko bardzo. Jak wyszedł, to miałam ochotę się schować. Ale uważam, że właśnie to, o czym pani mówi, jest w nim najlepsze - przyznałam sobie prawo do zwątpienia i uważam, że każdy, kto choruje, powinien takie prawo mieć - i do zwątpienia, i do cierpień, i do tego, że się płacze, i że się załamuje i że się odechciewa żyć. A potem się człowiek podnosi z tego.

Choroba to też jest taki czas, sprawdzian dla rodziny, dla partnera kobiety. Część z nich dzielnie trwa, ale część niestety odchodzi.

Kobieta na ogół trwa przy mężczyźnie chorym na jakąkolwiek przewlekłą chorobę, a mężczyzna - zdarza się, że odchodzi i wtedy kobieta zostaje sama. Wtedy jest znacznie trudniej. Psychika się załamuje do tego stopnia, że nie chce się walczyć z chorobą. Natomiast ja uważam, że należy walczyć. Nawet mówiłam gdzieś, że gdybym była sama, to pazurami bym się wczepiała  w życie, chyba nawet pisałam o tym. Radzę wtedy kobietom - mimo że nie udzielam żadnych rad - ale tutaj mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że istnieje takie stowarzyszenie, są to Amazonki, gdzie zawsze można przyjść, spotkać takie same osoby. Nie należałam do stowarzyszenia, mam honorowe członkostwo, dlatego, że ja miałam męża, syna, przyjaciół, czytelników, czytelniczki. Wsparcie, jakie dostałam, było tak ogromne, że ja nic właściwie nie potrzebowałam. Wiem jednak, że Amazonki - bo znam je, wiele z nich, szefową warszawskich Amazonek Elę Kozik, która robi niesamowite rzeczy - że tam nikt nie zostaje odrzucony i zawsze wchodzi w swoje środowisko i może się dowiedzieć wszystkiego tego, czego nie dowie się, bo lekarze nie maję czasu albo ochoty. Tam jest źródło informacji, ale nie tylko - bliskości również.

Zakładamy taką sytuację, że ktoś dowiaduję się właśnie o tym, że ma raka piersi.  W takiej sytuacji wiele słów brzmi banalnie, część jest zbędnych, ale można jej powiedzieć jedno - musisz walczyć, przyjdź do Amazonek.

Tak. Sądzę, że każda kobieta i każdy mężczyzna ma w sobie takie siły, które się budzą wtedy. One w nas są, tylko, że one drzemią.  To tak, jak układ odpornościowy organizmu walczy z chorobą zakaźną czy z jakąś chorobą fizjologiczną, tak samo jest taka gotowość do psychicznej walki. To się prawie zawsze budzi. Jeżeli się nie budzi, to jest bardzo źle. Często właśnie nie budzi się wtedy, jeżeli nie mamy wsparcia. Dlatego musimy za wszelką cenę szukać wsparcia.

Ta książka o pani jest dla wielu pacjentek taką terapią. Lekarze ją podrzucają. Ma pani świadomość tego, że lekarze dają tę pani książkę i mówią: "Przeczytaj. Warto. Zobaczysz"?

Nie. Wiedziałam od jednego lekarza, profesora z Krakowa, który powiedział, że przez 40 lat swojej praktyki nie dowiedział się tylu rzeczy od pacjentek, o tym, co, czuje pacjent, ile z mojej książki. Myślę więc, że jakąś wartość ona może ma, ale nie zdawałam sobie sprawy, że to jest polecane. Jedno mi dało do myślenia. Przyszłam kiedyś do centrum onkologii na moje rutynowe badania. Zobaczyłam, że siedzą kobiety i czytają tę książkę, wypożyczyły ją tam z biblioteki. Te książki były tak strasznie sczytane, że poprosiłam mojego wydawcę, żeby wysłał tam kilka egzemplarzy, a sama przyniosłam 3 i dałam, żeby były. Chciałam, żeby to wyszło w takiej taniej wersji kieszonkowej, żeby było bardzo tanio, ale to się nie udało. Wydawnictwa też mają swoje rachuby i nie mają łatwego życie. Teraz wyszła taka sama książka "Lewa, wspomnienie prawej. 10 lat później". Dopisałam to, co się zdarzyło przez 10 lat, bo wiele rzeczy jest nowych i dobrych. To już wyszło i jest tańsze niż w pierwszym nakładzie - więc jestem bardzo szczęśliwa. Tam są też moje rysunki, bo jestem również plastyczką, zaczynałam właściwie od malowania. Jest tam więc trochę z cyklu malarstwa i rysunku z czasów choroby. Widzę, jak one są prawdziwe, jak te ćwiczenia na bloczkach wyglądają - jak kobiety wiszące na krzyżu i naprawdę nie jest to obraza religijna, bo tak się czujemy. I takie pełne strachu. Lęk prze badaniem - to z takim ptakiem siedzącym na ramieniu. Wiem to, bo to przeszłam i dlatego narysowałam coś, co jest absolutną prawdą.

Bardzo dziękuję pani za naszą rozmowę, dziękuję za tę nadzieję, która pani wlewa w serca kobiet.

Dziękuję bardzo i na sam koniec bardzo proszę wszystkie kobiety, które słuchają, żeby zrobiły badanie. Jeśli nie lubią mammografii, to najpierw proszę róbcie USG - to nie jest drogie badanie, a może być refundowane. Ono te podstawowe rzeczy wykrywa i wtedy ratujemy pierś.  I nie musicie przechodzić przez chemioterapię - bo dla mnie operacja była niczym w porównaniu z półroczną z chemioterapią. Warto się badać.

Jak należy badać piersi? Radzi dr Diana Hodorowicz-Zaniewska, chirurg onkolog [Józef Polewka/RMF]

Dr n. me. Diana Hodorowicz-Zaniewska, chirurg onkologiczny: Ujemny wynik badań genetycznych nie wyklucza zachorowania na raka [Józef Polewka/RMF FM]

(mpw)

Artykuł pochodzi z kategorii: Nowotwory

Katarzyna Sobiechowska-Szuchta