Leków zaczyna brakować nawet w przyszpitalnych aptekach

Środa, 17 lipca (12:51)
Aktualizacja: Środa, 17 lipca (15:06)

Część leków, których nie było w ogóle, pojawia się w hurtowniach, ale natychmiast znikają - usłyszał od aptekarzy dziennikarz RMF FM Mariusz Piekarski. Z kolei wczoraj wiceminister zdrowia odpowiedzialny za politykę lekową Maciej Miłkowski zapewniał w Sejmie, że "tylko medialnie można odnieść wrażenie, że nie ma leków". Okazuje się jednak, że problem nie zniknął. Niektórych leków zaczyna brakować nawet w szpitalach.

Nie ma zagrożenia dla ciągłości terapii. Tylko medialnie można odnieść wrażenie, że nie ma leków. Nie ma problemu strukturalnego - mówił wczoraj w Sejmie wiceminister zdrowia odpowiedzialny za politykę lekową Maciej Miłkowski. Przyznał jednak,  że od uruchomienia rządowej infolinii z pytaniami o dostępność leków zadzwoniło 20 tysięcy osób. 

Niektóre leki rzeczywiście się pokazują, ale to jest naprawdę mały procent. Po problemie będzie wtedy, kiedy każdy pacjent będzie mógł normalnie zrealizować receptę - usłyszał natomiast dzisiaj w jednej z warszawskich aptek dziennikarz RMF FM Mariusz Piekarski.

Jak sprawdził nasz reporter, nadal nie można od ręki wykupić m.in. leków cukrzycowych i na tarczycę. Nie ma wszystkich dawek.

Problemy z dostępem do leków są także w szpitalach. Hurtownie muszą stawać na głowie, aby dostarczyć nam leki. Nie powinno tak być - mówi w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Michałem Dobrołowiczem Dorota Gałczyńska-Zych, dyrektor Szpitala Bielańskiego w Warszawie.

To jedna z największych lecznic na Mazowszu. Rocznie trafia do niej kilkadziesiąt tysięcy pacjentów. Jak przyznaje jej szefowa, ogólnopolski problem z dostępem do leków jest widoczny także w aptece szpitalnej. A to ona dostarcza medykamenty dla pacjentów leżącym na oddziałach.

Brakuje nam na przykład euthyroxu dla chorych na tarczycę. W niektórych dawkach tego euthyroxu nawet my, jako szpitale, nie dostajemy. Potrafią być puste półki. Może euthyrox nie jest lekiem ratującym życie, bo to byłby problem, ale już immunoglobulina jest bardzo poważnym problemem, bo ją się podaje chociażby w konflikcie serologicznym. Proszę sobie wyobrazić, że do przetargu nie przystąpiła żadna hurtownia, ponieważ są tak okresowe braki w dostępie do immunoglobulin, że żadna hurtownia nie chce podpisać umowy - mówi szefowa Szpitala Bielańskiego w Warszawie.

Minister zdrowia uspokaja

Na bieżąco monitorujemy, były problemy z wlewami dopęcherzowymi. To zostało już załatwione. To jest ciągła praca, monitorowanie zarówno hurtowni, jak i producentów - tak minister zdrowia Łukasz Szumowski odpowiada na pytanie ws. problemów z lekami w aptekach. 

Problemy z lekami powoli się kończą. Obiektywnie patrząc - z punktu widzenia liczby pudełek, specyfików - sytuacja w Polsce jest stabilna - powiedział minister, który gościł w Szpitalu Miejskim w Zabrzu.

Nie można mówić, że jest świetnie, bo w pewnym momencie wzrosło gwałtownie zapotrzebowanie. Trochę pacjenci się przestraszyli - mają do tego pełne prawo - i część zrealizowała większe zakupy - dodał.

Podkreślił, że pacjent nie może być postawiony w sytuacji braku potrzebnego mu leku w aptece, stąd decyzja o uruchomieniu infolinii. W pierwszym dniu obsłużyła ponad 20 tys. telefonów. Były pewne potknięcia w pierwszym dniu, w pierwszych godzinach funkcjonowania infolinii, zwiększyliśmy znacznie jej obsadę - powiedział minister zdrowia.

Powstanie specjalny zespół. Bedzie monitorował dostępność leków

Minister Szumowski zapowiedział dziś powstanie zespołu, którego zadaniem będzie monitorowanie dostępności leków. Będzie się składał i z Izby Aptekarskiej i z Izby Lekarskiej i z ministerstwa i NFZ i GIF. Będzie na stałe, regularnie funkcjonował po to, żeby tego  typu przekazy i informowanie wszystkich Polaków odbywało się na bieżąco przez zespół, który będzie mógł powiedzieć  bardzo obiektywnie, bardzo rzetelnie, no bo to będą też samorządowe organy: "Proszę państwa tego leku jest tule i tyle, na pewno dla populacji polskiej nie zabraknie" - tłumaczył minister.


Artykuł pochodzi z kategorii: Aktualności

Magdalena Partyła

Sara Bounaoui

RMF FM/PAP