Kiedy cisza może zaszkodzić? Audiolog radzi, jak zadbać o słuch

Wtorek, 15 stycznia (19:55)

"Problemy ze słuchem dotyczą coraz młodszych osób, a główną ich przyczyną wcale nie jest hałas" - przekonuje dr Adam Pabiś, audiolog i neurobiolog. W rozmowie z naszą dziennikarką, specjalista zdradza, jak duży wpływ na nasz słuch ma stres i styl życia. Tłumaczy też dobre oddziaływanie death metalu.

Katarzyna Staszko, RMF FM: Z badaniami słuchu kojarzymy głównie laryngologów. A czym dokładnie zajmuje się audiolog?

Dr Adam Pabiś, audiolog i neurobiolog: Audiolog jest to oczywiście specjalizacja medyczna, która rozwija specjalizację laryngologiczną. Droga słuchowa zbudowana jest z peryferyjnej części, czyli z ucha zewnętrznego, wewnętrznego i ucha środkowego. A z kolei układ nerwowy to jest już 80 proc. całej drogi słuchowej. I właśnie tymi 80 proc. zajmuje się audiolog. Laryngolog jest to specjalizacja zabiegowa. Jeżeli mamy jakiś katar, stan zapalny ucha środkowego, czy problem z zatokami - to idziemy do laryngologa i on to usuwa, ponieważ jest zabiegowcem. Z kolei jeżeli mamy ubytek słuchu, szumy uszne, to idziemy do audiologa.

Rozmawiamy o różnych schorzeniach związanych ze słuchem. Z jakimi problemami pacjenci z reguły zgłaszają się do audiologa lub do laryngologa?

Czas wszystko to zmienia, bo jeszcze 15-20 lat temu głównym problemem był ubytek słuchu postępujący z wiekiem, bądź z tytułu przewlekłych chorób. To był ubytek słuchu, który powodował gorsze rozumienie mowy, gorsze słyszenie, ale nie powodował szumów. Szumy były sporadyczne jeszcze 10 lat temu. W tej chwili jest epidemia nagłego ubytku słuchu. Czyli komórki słuchowe, które działają zazwyczaj przez całe życie dosyć dobrze, nagle giną w jedną sekundę, czyli np. w jednej albo w kilku tych częstotliwościach pojawia się ogromny ubytek na poziomie 50-100 decybeli. I te nagłe ubytki słuchu dotyczą już młodych ludzi. Od 15. do 45. roku życia mamy bardzo dużą ilość pacjentów z nagłym ubytkiem słuchu i z szumami. To jest główny problem, z którym się mierzymy w tej chwili.

Właśnie, bo do tej pory uważano, że problemy ze słuchem to głównie problemy osób starszych...

Dokładnie. W tej chwili już tak nie jest. Ubytek słuchu nie jest związany już z wiekiem. Młode osoby, które biegają, mają nagły ubytek słuchu i szum. Ogólnie bieganie powoduje silnie niedokrwienie ucha wewnętrznego. Jest to też związane z obniżeniem testosteronu i kierunkowaniem krwi do mięśni dolnych partii, więc jeżeli ktoś idzie sobie pobiegać godzinkę po pracy, to po zakończonym w ten sposób stresie produkuje się duża ilość endorfin, która informuje organizm, że już nie uciekamy od zagrożenia życia. Ale konsekwencją tego jest niedokrwienie ucha, głuchota, ubytek słuchu - bardzo głęboki u młodych ludzi. No i wtedy już trzeba nosić aparat słuchowy, nawet w wieku 20 lat.

To spore zaskoczeni! Czyli bieganie może zniszczyć nie tylko stawy, nie tylko kolana, ale także uszy.

A także wątrobę, nerki - wszystko może zniszczyć, ponieważ bieganie kiedyś w prehistorii oznaczało zagrożenie życia, ucieczkę albo gonitwę za jedzeniem. To jak stres fizyczny jest rozumiany przez organizm, zależy od stresu, który zakończyliśmy niedawno. 

Cytat

Trzeba pamiętać, że ubytki słuchu w większości są generowane przez nasz tryb życia. Siedzenie, zbyt mała aktywność, nadmiar przetworów mlecznych - to wszystko powoduje, że ucho wewnętrzne nie radzi sobie za dobrze.

Czyli np. jeżeli mamy ciężki dzień w pracy i idziemy pobiegać, no to jest najgorszy stres, czyli ucieczka od zagrożenia, ponieważ jest to kontynuacja stresu, który rozpoczęliśmy już rano, czyli stresu psychicznego. Endokrynolodzy od jakichś 20-30 lat krzyczą, żeby ludzie przestali biegać, bo to na stałe obniża poziom testosteronu i estrogenu. Trzeba pamiętać, że estrogen u kobiety głównie funkcjonuje w układzie słuchowym jako jeden z najważniejszych czynników regulujących dopływ krwi i ewentualnie możliwość starzenia się komórek słuchowych. Instytut Karoliński w Sztokholmie - dosyć renomowany na całym świecie instytut neurobiologiczny - odkrył właśnie bardzo dużą zależność pomiędzy poziomem estrogenu u kobiety, a poziomem białek neurotroficznych w uchu wewnętrznym kobiety. Białka neurotroficzne to są takie specjalne biomolekularne białka, które chronią komórki przed śmiercią. Gdyby kobieta nie przechodziła menopauzy, to miałaby genialny słuch do 80. roku życia, bez żadnych zniszczeń. A kiedy obniża się poziom estrogenu - spada poziom tych białek, więc ochrona komórek słuchowych też obniża się i wtedy jesteśmy narażeni na uraz akustyczny, zniszczenie z tytułu niedokrwienia, niedotlenienia. Trzeba też pamiętać, że ubytki słuchu w większości są generowane przez nasze codzienne funkcjonowanie w dzisiejszych czasach. Siedzenie, zbyt mała aktywność, nadmiar przetworów mlecznych to wszystko powoduje, że ucho wewnętrzne nie radzi sobie za dobrze.

A słuchawki, głośnia muzyka, koncerty, patyczki do uszu? To wszystko też wpływa na to, co dzieje się z naszym słuchem, z naszymi uszami?

Wpływa, ale w bardzo małym procencie. To czy ogłuchniemy bardziej zależy nie od hałasu, ale np. od godziny kiedy jest ten hałas, jak również od stresu, który przeżywamy. Jeżeli pójdziemy na koncert, który jest o godzinie 18:00, kiedy jesteśmy zrelaksowani, nie ma żadnego stresu psychicznego, to wówczas ryzyko urazu akustycznego jest bardzo niskie. Jeżeli z kolei mamy silny stres psychiczny, który produkuje kortyzol i jest to godzina 22:00 to mamy stuprocentowy pewnik głuchoty, urazu akustycznego. Więc kortyzol jest dosyć ważny w regeneracji komórek i w tym, czy dana osoba będzie miała ten uraz akustyczny. Do godziny 20:00 jesteśmy chronieni przed hałasem w stu procentach. Po części ta informacja, że hałas niszczy nasz słuch jest troszeczkę płytka, bo proces słyszenia jest zdecydowanie bardziej uzależniony od naszego organizmu, niż ktokolwiek wcześniej myślał. Więc jeżeli do wczesnego wieczora jesteśmy w hałasie, nie powinno się nic dziać. Jeżeli pracujemy w hałasie codziennie, każdego dnia i jeżeli ten hałas jest po 20:00, to nie ma tych białek neurotroficznych, które metabolizują się do 20:00 w uchu wewnętrznym. I wtedy każde zniszczenie, każdy uraz akustyczny może być spowodowany najmniejszym nawet natężeniem dźwięku.

Przyznam, że jestem coraz bardziej zaskoczona tym, co pan mówi. Ale myślę, że to może tłumaczyć np. dlaczego nauczyciele pracujący w podstawówkach, gdzie na korytarzu mamy miliardy decybeli wypływających z dziecięcych gardeł, nie skarżą się aż tak często na problemy ze słuchem.

Dokładnie! Tutaj dzień jest najważniejszy. Do 20:00 jest duża produkcja białek neurotroficznych BDNF i ucho wewnętrzne naprawdę jest silnie chronione. Trzeba się postarać, żeby to zniszczyć w ciągu dnia. Więc godzina jest tutaj kluczem, poziom hormonów jest kluczem, poziom stresu też jest kluczem. Wcale nie jest aż tak łatwo mieć ubytek słuchu. Naprawdę trzeba się trochę postarać.

Porozmawiajmy teraz o innych kwestiach życia codziennego, które mogą iść w parze z problemami ze słuchem. W przypadku osób niesłyszących na jedno ucho pojawiają się np. problemy z błędnikiem. Takie osoby nie rozpoznają kierunków, z których dochodzą dźwięki.

Sam słuch jest dosyć sprytny. I to jest chyba największy minus całego układu nerwowego, że on jest bardzo plastyczny. Czyli jeśli ktoś np. ma ubytek słuchu z lewej strony, to neurony, które są podłączone do ucha wewnętrznego po lewej stronie zauważają, że prawa strona jest lepsza niż lewa i one sobie migrują jak Polacy do Anglii w poszukiwaniu lepszego środowiska dla siebie.

Podsłuchują się?

Nie, one dosłownie migrują. To są mikromilimetry. Czyli idą z lewej na prawą. Tworzą większą populację i skupisko neuronów wokół prawej strony, która działa lepiej. Niestety konsekwencją jest osłabienie tej lewej strony, więc układ nerwowy przez wiele lat ma sporo trików, żeby nie zauważyć tego ubytku słuchu. A po 10, 15 latach od tych zmian, czyli od migrowania neuronów, reorganizowania układu nerwowego tak, byśmy słyszeli, wystawiany jest paragon z tego tytułu. Czyli pacjent płaci brakiem rozumienia mowy, a także zaburzeniami psychicznymi. Bo trzeba pamiętać, że jednostronny ubytek słuchu powoduje mniejszą produkcję serotoniny. Obie kory mózgowe są połączone ciałem modzelowatym. To miliony włókien, które wysyłają sobie codziennie miliony informacji, czy dźwięk jest po lewej, czy jest po prawej. Żeby neuron wysłał potencjał z jednej strony do drugiej, to musi i po jednej i po drugiej ten sygnał dobrze usłyszeć. Więc jeżeli nie ma stymulacji z lewej strony, to też jest mniej włókien ciała migdałowatego. Co za tym idzie - jest mniej produkcji serotoniny i dopaminy. Ubytek słuchu ma generalnie ogromny wpływ na naszą psychikę, na to jak znosimy stres, bo kiedyś, w prehistorii to, jak słyszeliśmy decydowało o tym, czy przeżyjemy. Więc np. jeśli układ nerwowy zauważa, że czegoś nie słyszymy to podnosi poziom kortyzolu, reorganizuje swoją strukturę, zwiększa aktywność w napięciu mięśniowym i we wzroku, żeby nadrobić troszeczkę brak tego słyszenia. Więc na pewno ubytek słuchu powoduje niesamowite konsekwencje w całym działaniu ośrodkowego układu nerwowego, a większość przyczyn ubytku słuchu jest związana z problemami z naszym organizmem. Np. możemy mieć za dużą różnicę cholesterolu HDL i LDL. 


Cytat

Ubytek słuchu ma wpływ na naszą psychikę, na to jak znosimy stres. Prowadzi do konsekwencji w całym działaniu ośrodkowego układu nerwowego. A większość przyczyn ubytku słuchu jest związana z problemami naszego organizmu.

Kiedy zazwyczaj idziemy do kardiologia, to on patrzy według swojej specjalizacji, jeśli chodzi o przedział norm. Jeśli mamy 130 jednostek LDL, a 30 jednostek HDL, czyli zły jest wysoki, a dobry jest niski, to kardiolog powie nam, że to jest wynik dobry. No może dla kardiologii tak, ale dla słuchu już nie. Bo żeby komórki słuchowe działały prawidłowo, to stosunek cholesterolu jest jeden do jednego. Również nadmiar glukozy powoduje ubytek słuchu. Glukoza jest głównym energetykiem dla mięśni. Kiedy zaczynamy się ruszać jest utleniana, żeby zmienić pracę mięśni w energię. Kiedy przestajemy się ruszać, glukoza jest wysyłana do krwi. Najpierw dociera do układu nerwowego, gdzie w nadwyżce niszczy większość neuronów. Powoduje niedokrwienie ucha, spadki produkcji dopaminy, czyli mobilizacji, motywacji, ale w większości przypadków jednak magazynuje się w tłuszczu. Aktywność fizyczna jest regulatorem tego, jak słyszymy. Więc jeśli teraz siedzimy 8 godzin dziennie w biurze to środkowy układ nerwowy czuje większe napięcie, bo kiedyś taka cisza i bezruch oznaczały analizę otoczenia, tego, co się wokół nas dzieje. Zatrzymywaliśmy się na moment, żeby przeanalizować, czy nic nie chce nas zjeść. Wtedy słuch się wytęża, trochę szybciej neurony pracują, co też może powodować szum uszny. Układ nerwowy troszeczkę zwiększa kortyzol, żeby, jeśli coś zauważymy, uciekać. I jeżeli tak działamy przez jedną trzecią doby to jest to bardzo stresogenne i niszczące dla naszego organizmu. Więc to, jak słyszmy będzie też zależało od tego, ile się ruszamy w ciągu dnia.

A jakie dźwięki działają dobrze, a jakie źle na nasz słuch?

Hm, jak już wcześniej mówiłem układ nerwowy czuje się dobrze jak wszystko słyszy, od niskich, średnich do wysokich tonów. Jest kilka badań klinicznych, które wskazują na bardzo dobre oddziaływanie death metalu.

Death metalu? Naprawdę?

Tak! Obniża on tętno serca i obniża też ekscytacje neuronów drogi słuchowej. Pewnie jest też to związane z nadmiarem sygnału i grupowaniem tego sygnału w przestrzeni i z niskimi tonami. Niskie tony są relaksujące, ale dla każdego jest coś innego. Na pewno w tej chwili bardzo rozwija się nauka w kierunku regulacji pulsu serca i aktywowania układu parasympatycznego, jeżeli chodzi o muzykę, beat czy rytm. Jest dużo badań, które mówią właśnie, że rytmika powinna być dobrana do obecnego tętna albo jeśli chcemy się uspokoić, to powinniśmy włączyć wolniejszą muzykę. Tak naprawdę największym problemem jest cisza. Jeżeli przez większość czasu siedzimy i jesteśmy w ciszy, układ nerwowy traktuje to jako największe zagrożenie życia, boimy się wyjść na zewnątrz, jest większa ekscytacja, produkcja kortyzolu. Nie warto więc uciekać od hałasu, bo hałas jak wspominaliśmy do pewnej godziny jest bezpieczny i w porządku. Nadmierna cisza i siedzenie jest najgorsze.

Kiedy więc warto zgłosić się do lekarza, do specjalisty?

Na pewno warto się zgłosić, jak słyszmy dźwięk, którego nie było przez lata, czyli szum uszny. On zazwyczaj oznacza, że komórki słuchowe zginęły nagle, więc tutaj zawsze warto reagować dosyć szybko. Trzeba też pamiętać, że jeżeli zaczniemy słyszeć jakiś pisk w głowie, warto wziąć bardzo głęboki oddech brzuchem, ponieważ komórki są zazwyczaj w tym momencie atakowane przez wolne rodniki, które chcą je zniszczyć, a to, co usuwa wolne rodniki to proces utleniania, czyli tlen. Więc jeżeli weźmiemy bardzo głęboki wdech do brzucha i zatrzymamy go na kilka sekund, to też zatrzymamy kortyzol w głowie. Bo człowiek się stresuje, jak słyszy jakiś pisk w głowie. I możliwe, że uda nam się zatrzymać proces tego nagłego ubytku słuchu. Ale jeżeli gorzej słyszymy, gorzej rozumiemy, zauważamy, że z pamięcią jest słabiej, czujemy się coraz bardziej zestresowani lub poddenerwowani, że nie słyszymy mowy, to wtedy na pewno trzeba trafić do audiologa. Do specjalisty zwróćmy się również wtedy, gdy słyszymy pisk lub szum szerokopasmowy, bo to jest zawsze oznaką nagłego ubytku słuchu i szumów usznych.

Autor: Katarzyna Staszko

Opracowanie: Nicole Makarewicz

Artykuł pochodzi z kategorii: Zmysły

Ewa Kwaśny

Adam Pabiś

Adam Pabiś

Katarzyna Staszko

Renata Stawiarska