Czy częstszy seks pomaga w budowie lepszego związku? Wygląda na to, że tak, choć często sami nie chcemy sobie tego uświadomić. Takie wyniki przynosi opublikowana na łamach czasopisma "Psychological Science" praca psychologów z Florida State University i University of Tennessee. O ile z podstawową tezą pracy łatwo możemy się zgodzić, więcej dyskusji może towarzyszyć tej drugiej. Dlaczego bowiem mielibyśmy coś przed sobą ukrywać?

Zdjęcie ilustracyjne /Pexels photo /

O tym, że sami przed sobą nie do końca przyznajemy się do tego jak jest, przekonują wyniki wcześniejszych badań nowożeńców, którzy niezależnie od tego, czy kochają się bardzo często, czy tylko często, deklarują podobny poziom zadowolenia w związku. I właśnie na słowie "deklarują" skupili się autorzy najnowszej pracy. Postanowili sprawdzić, czy te optymistyczne deklaracje są do końca prawdziwe i czy można spróbować odczytać intencje badanych, których oni sami sobie nie uświadamiają, czy nawet nie chcą uświadomić. 

Okazało się, że o ile częstotliwość seksu w związku nie wpływa na deklarowany przez młode pary poziom zadowolenia, ale ma już znaczenie dla ich mimowolnych reakcji - tłumaczy pierwsza autorka pracy, Lindsey L. Hicks z Florydy. To istotne, bowiem - jak przekonują wcześniejsze prace - właśnie owe mimowolne reakcje pozwalają najlepiej przewidzieć, u których par poczucie satysfakcji będzie się najsilniej zmniejszać. 

Autorzy pracy podkreślają, że z ewolucyjnego punktu widzenia częstszy seks niesie ze sobą liczne pożytki, zwiększa szanse poczęcia dziecka i zbliża partnerów emocjonalnie. Właśnie dlatego, obserwowany w dotychczasowych wywiadach brak zależności wydawał się co najmniej podejrzany. Mieli coraz silniejsze wrażenie, że przy formułowaniu opinii na ten, objęty pewnym tabu, temat, badani zastanawiają się nad tym, jakiej odpowiedzi powinni udzielić. 

Dlatego postanowiono to sprawdzić badając reakcje mimowolne. 216 badanych nowożeńców poproszono najpierw o standardowy, ankietowy opis ich małżeństwa, w tym deklaracje na temat częstości seksu w ciągu ostatnich 4 miesięcy i poziomu satysfakcji. Potem to, co naprawdę myślą o swoich współmałżonkach zbadano w testach komputerowych. Na ekranie pokazywano im słowa, które mieli jak najszybciej zaliczyć do pozytywnych lub negatywnych. Tuż przed pojawieniem się słowa na 300 ms wyświetlano im też zdjęcie partnera. 

Im szybsza była ich reakcja, tym bardziej obraz partnera zgadzał się z pozytywnym lub negatywnym słowem, które po nim następowało. U par o wyższym poziomie satysfakcji reakcja przy pozytywnym słowie powinna być jak najszybsza, przy negatywnym zauważalnie wolniejsza. Jeśli prawdziwa satysfakcja była mniejsza, niż nawet to co dana osoba sama sobie uświadamia - te różnice musiały być mniejsze. 

Wyniki potwierdziły przypuszczenia. Formalne deklaracje nie wskazywały na żadną zależność poziomu satysfakcji od częstości seksu, analiza reakcji mimowolnych już tak. Im częściej pary uprawiały seks, tym silniej partnerzy wiązali się nawzajem z pozytywnymi pojęciami. Co ważne, prawidłowość ta obowiązywała zarówno u mężczyzn, jak i kobiet. Obie więc strony powinny o to dbać.

Nasza praca pokazuje, że tam gdzie małżonkowie czują, ze seksu jest za mało, poziom satysfakcji spada nawet jeśli sami przed sobą i nawzajem nie są skłonni tego przyznać -
mówi Hicks. Oczywiście tę prawidłowość udało się na razie potwierdzić w bardzo młodych związkach, kolejnym etapem pracy będzie sprawdzenie, na ile obowiązuje u partnerów, którzy są ze sobą już znacznie dłużej.