Młodzi okuliści–chirurdzy ćwiczą na symulatorach. Niestety tylko w Lublinie, a taki sprzęt powinien być zdaniem szefa lubelskiej kliniki prof. Roberta Rejdaka na wyposażeniu każdego ośrodka w Polsce. Można ćwiczyć od najprostszych do najbardziej zaawansowanych. Innej szansy na nauczenie się nie ma.

Nasz reporter Krzysztof Kot również spróbował swoich sił ćwicząc na symulatorze /

Trudno sobie wyobrazić, żeby początkujący okulista-chirurg od razu mógł zoperować zaćmę czy wykonał zabieg witrektomii.  

Może się przyglądać, jak robią to doświadczeni lekarze, ale to tylko teoria, a gdzie ma spróbować, jeśli nie na symulatorze? - pyta prof. Robert Rejdak. W lubelskiej klinice sprzęt bardzo dobrze się sprawdził. Możliwości są praktycznie nieograniczone. Można zacząć od prostych ćwiczeń - typu nakłuwanie kulek w rzeczywistości 3D narzędziami chirurgicznymi, jako typowe wypracowanie sprawności po skomplikowane zabiegi operacyjne.  

Zadaniem prof. Rejdaka odwzorowanie jest praktycznie stuprocentowe. Operacje na ciele szklistym, odwarstwienie siatkówki, krwotok, wszelkiego rodzaju urazy - to wszystko, z czym mamy do czynienia w chirurgii oka, to można ćwiczyć godzinami. Również zasymulować operację, którą chcielibyśmy wykonać - mówi prof. Rejdak.  Z symulatora więc mogą korzystać zarówno początkujący, jak i doświadczeni chirurdzy oka. 

Jednym z uczących się jest młody lekarz Jan Ostrowski. Tutaj po pierwsze poznajemy sprzęt, uczymy się techniki, ale również doskonale widzimy czy postępujemy jak należy. Każdy błąd natychmiast jest wychwytywany, ale co najważniejsze można ćwiczyć setki razy dany ruch, czynność, czy zabieg, nie narażając pacjenta - mówi Ostrowski. Można poza tym, co nie bez znaczenia cofnąć czy zacząć od określonego momentu. Bez symulatora zwyczajnie nie byłoby szansy się tego nauczyć. 

W największych światowych ośrodkach okulistycznych od wielu lat tego typu symulatory są normą. Niestety w Polsce - jeszcze unikatem.