Albo dziecko zostaje na oddziale na kolejne miesiące albo na barki rodziców spada wydatek kilku tysięcy złotych, by zapewnić konieczne leki. Taki dylemat stoi przed rodzicami dzieci po przeszczepach narządów. Jeden z kluczowych leków przestał być wydawany podczas wizyty w poradni. Ministerstwo Zdrowia wyjaśnia sprawę.

Zdjęcie ilustracyjne /pixabay.com /Internet

Chodzi o proszek do sporządzania roztworu - Valcyte. Skończyły się darmowe dostawy leku do szpitali, mimo że Ministerstwo Zdrowia porozumiało się z producentem.

Tylko w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie trzydzieścioro dzieci po przeszczepie dostaje ten lek w formie zawiesiny, a nie tabletek. Na oddziale jest on zagwarantowany, ale wyjście do domu oznacza, że rodzice muszą kupić lek w aptece, a tam opakowanie kosztuje tysiąc złotych.

Partia leku się skończyła i więcej go nie ma. Koniec - mówi pani Agnieszka, mama 8-letniej Kariny, dziewczynki po drugim przeszczepie wątroby. Po roku mogłaby wyjść w końcu ze szpitala do domu.

Karina poza syropem za tysiąc złotych musi przyjmować jeszcze nierefundowany lek przeciwgrzybiczy, który kosztuje 2 700 złotych za opakowanie na 10 dni. Dlatego zabranie dziecka do domu oznacza wydatek powyżej 10 tys. miesięcznie.

Po pobycie w szpitalu, który trwa ponad rok, czekaniu na nowy organ w stanie ciężkim, miałam powiedzieć dziecku, że może wyjść do domu na 10 dni i potem tu wrócić? - żali się mama dziewczynki.

Według naszych informacji resort zdrowia w trybie pilnym poprosił o wyjaśnienia producenta leku, który miał być za darmo dostarczany dla dzieci po przeszczepie. 

(ag)