​Lekarze ostrzegają przed paraliżem służby zdrowia. "Sytuacja jest dramatyczna"

Poniedziałek, 18 grudnia 2017 (06:00)
Aktualizacja: Poniedziałek, 18 grudnia 2017 (11:07)

To będzie paraliż w służbie zdrowia - przewidują lekarze z Porozumienia Zawodów Medycznych. Już prawie 4,5 tys. medyków z ponad 50 miast w ramach protestu zrezygnowało z dodatkowych dyżurów w klinikach i przychodniach. Od nowego roku zamierzają pracować nie więcej niż 48 godzin tygodniowo. W ten sposób domagają się szybkiego wzrostu nakładów na ochronę zdrowia. Sprawdziliśmy, w których placówkach pacjenci mogą najbardziej odczuć protest.

Duży problem jest w Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Tam sytuacja jest dramatyczna. Dostaliśmy list, że brakuje strzykawek. Niemal wszyscy lekarze wypowiedzieli klauzule opt-out - mówi w rozmowie z RMF FM Jarosław Biliński, przewodniczący Porozumienia Rezydentów.

Kolejna lecznica to Wojskowa Akademia Medyczna w Łodzi. Lekarze z Klinicznego Szpitala Pediatrycznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego prawdopodobnie w tym tygodniu wejdą w spór zbiorowy z dyrekcją - wymienia Biliński.

Wiemy, że niektóre placówki są na granicy wydolności - podkreśla.

W kuluarach usłyszeliśmy, że padło odgórne stwierdzenie, że wojewodowie mają zmusić dyrektorów szpitali, aby rozwiązali problem. Większość dyrektorów jest solidarna z nami. Będziemy manifestować, apelować, organizować pikiety poparcia dla takich dyrektorów, którzy chcą być fair, którzy mają być usunięci tylko dlatego, że nie realizują przykazów rządzących - zaznacza.

Na Podlasiu może być problem z zapewnieniem dotychczasowego poziomu opieki

Na Podlasiu lekarzy może zabraknąć w Uniwersyteckim Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Białymstoku oraz w szpitalu psychiatrycznym w Choroszczy. Jak ustalił reporter RMF FM, w pierwszej placówce umowę wypowiedziało 26 lekarzy, w tym ośmiu rezydentów. W Choroszczy - 44 lekarzy i 4 rezydentów, co daje prawie 35 procent całego personelu lekarskiego. Pewne jest, że po wypowiedzeniu tych umów ciężko będzie zapewnić dotychczasowy poziom opieki. Dyrektor szpitala Tomasz Goździkiewicz zapewnia jednak, że pacjenci są zabezpieczeni.

Od 1 stycznia w Uniwersyteckim Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Białymstoku przeprowadzane będą tylko zabiegi ratujące życie. Rodzice małych pacjentów są zaniepokojeni. Na pewno utrudnienia jakieś będzie to powodowało. I wiadomo: niepokój pacjentów, większe kolejki, stres - mówiła mama, która przyjeżdża do białostockiego szpitala na kontrole z dzieckiem.

Dyrekcja szpitala przyznaje, że biorąc pod uwagę fakt, że niektórzy rodzice czekają z dziećmi na zabiegi kilka miesięcy, sytuacja w szpitalu jest bardzo trudna.

W Dziecięcym Szpitalu Specjalistycznym w Krakowie Prokocimiu zaczęto odwoływać i przenosić na późniejsze terminy planowe zabiegi

W Dziecięcym Szpitalu Specjalistycznym w Krakowie Prokocimiu przestały obowiązywać umowy 26 z  33 zatrudnionych tam anestezjologów. Skończyły im się umowy op-out. To do tej placówki trafiają mali pacjenci z całej Polski, którzy będą musieli dłużej czekać na planowane zabiegi.

Szpital zaczął odwoływać i przenosić na późniejsze terminy te planowe zabiegi, które nie zagrażają życiu i zdrowiu dzieci. Z tego też powodu szpital musiał przekwalifikować część łóżek na oddziale anestezjologii i intensywnej terapii. Teraz 16 z 38 łóżek to tak zwane stanowiska wzmożonego nadzoru. Dyrekcja ma nadzieję, że będzie to sytuacja tymczasowa, do momentu zatrudnienia nowych lekarzy anestezjologów.

(ł+j.)

Artykuł pochodzi z kategorii: Aktualności

Piotr Bułakowski

Michał Dobrołowicz

Marek Wiosło