20-letni Amerykanin Carson Meyer przez rok bardzo źle się czuł. Aktywny sportowiec nagle stracił apetyt, był zmęczony i i bez przerwy miał ochotę spać. Lekarze nie mogli zdiagnozować co mu dolega. Po jakimś czasie okazało się, że źródłem jego złego stanu zdrowia był 60-centymetrowy tasiemiec, który znajdował się w jego jelicie cienkim.

20-latek był obiecującym zawodnikiem, który uczył się na University of Miami w Oxfordzie w Ohio. Już po pierwszym roku studiów został wybrany w szóstej rundzie draftu NHL przez drużynę Columbus Blue Jackets.

Rozwój jego kariery został na chwilę zatrzymany. Podczas pierwszego roku studiów zawodnik zaczął czuć się bardzo źle, był cały czas zmęczony i ospały. Lekarze i psychiatrzy podejrzewali u niego depresję, mononukleozę, a nawet nowotwór. Żadna z tych diagnoz nie znalazła jednak potwierdzenia w badaniach.

Meyer czuł się coraz gorzej, a przed nim otwierała się życiowa szansa na debiut w lidze NHL. Liczył na to, że treningi spowodują, że uda mu się przezwyciężyć złe samopoczucie i poczuć się lepiej. Jednak podczas jednego treningów zasnął. Cierpiał też na brak apetytu i stracił na wadze. Nie tylko czułem się wolny i bardziej zmęczony, ale po prostu miałem taką "mentalną mgłę" - mówił Meyer.

Przyczyną jego złego samopoczucia okazał się 60-centometrowy tasiemiec, który znajdował się w jego jelicie cienkim. Mężczyzna zauważył go podczas wizyty w toalecie.

Już po miesiącu leczenia hokeista zauważył znaczną poprawę samopoczucia. Wkrótce przejdzie też dodatkowe badania, żeby ostatecznie wykluczyć, czy w jego układzie pokarmowym nie zostały żadne larwy i jaja.

Lekarze zdiagnozowali, że w jego jelicie był bruzdogłowiec szeroki, to jeden z największych tasiemców, który może się zagnieździć w ludzkim organizmie. Można się przez niego zarazić jedząc surowe ryby.

(ag)