Aleksander Doba na swoim koncie ma trzy oceaniczne wyprawy, w tym rekord świata jeśli chodzi o liczbę dni spędzonych samotnie na oceanie, bez zawijania do portu. W rozmowie z RMF MAXXX, opowiada o tym, jak zachowuje się organizm w ekstremalnej sytuacji.

Aleksander Doba / Marcin Bielecki /PAP

Długi okres spędzony na wodzie to gigantyczne wyzwanie dla organizmu. Na pewno nie przetrwamy bez wody pitnej. Jeżeli nie mamy pod ręką odsalarki, to jesteśmy zdani tylko na deszczówkę - najłatwiej o nią w rejonach, w których występują ulewy tropikalne - mówi podróżnik Aleksander Doba, dodaje, że mimo niesprzyjających warunków, trzeba znaleźć sposób na ruch. Po pokładzie łodzi wprawdzie chodzić nie mogłem, ale pełzałem uaktywniając w ten sposób różne mięśnie. Gdy płynąłem kajakiem najbardziej pracowały górne partie mięśni, jednak nogi w kajaku też pracują, więc robiłem sobie przerwy, stawałem na kajaku i ćwiczyłem przysiady - dodaje.

Posłuchaj rozmowy reporterki RMF MAXXX Doroty Wleklik z podróżnikiem Aleksandrem Dobą

Po kilku tygodniach dryfowania, pojawia się załamanie, daje o sobie znać samotność, a do tego dochodzi osłabienie organizmu. Towarzystwo żywej istoty podczas samotnej podróży ma więc ogromny wpływ na odporność psychiczną człowieka. 54-letni polski żeglarz, który niedawno został uratowany u wybrzeży francuskiej wyspy Reunion relacjonował, że jego towarzyszką podróży była kotka. Na pokład łodzi Aleksander Doba wprawdzie nikogo nie zabrał jednak co jakiś czas przylatywały do niego ptaki. Siadały mi na rękach, a nawet wlatywały do mojej kabiny. Były dzikie, ale nie bały się człowieka.

(mc)