Rośnie liczba osób uzależnionych od gier komputerowych. Problem narasta. „Dzieci wyrabiają sobie we wczesnym wieku tzw. odruch dopaminowy. Przyzwyczajają się, że ten hormon dostarczany z kontaktu z technologiami cyfrowymi wywołuje przyjemność i będą z nich korzystać bezmyślnie i bezrefleksyjnie” – tłumaczy w rozmowie z RMF MAXXX Agnieszka Taper z Centrum Profilaktyki Społecznej w Warszawie.

zdj. ilustracyjne /Pixabay

Kamil Puternicki, RMF MAXXX: Uzależnienie od gier komputerowych. Jak poważny jest to problem w naszym kraju?

Agnieszka Taper, Centrum Profilaktyki Społecznej w Warszawie: Jeżeli chodzi o nasz kraj, takich ścisłych badań jeszcze nie było. Tymczasem Światowa Organizacja Zdrowia w końcu zauważyła, że problem jest poważny. Dotychczas w katalogu chorób nie było kategorii dotyczącej zaburzeń związanych z technologiami cyfrowymi. Wkrótce lista chorób ma zostać zaktualizowana o kategorię "Gaming disorder", czyli zaburzenia związane z graniem w komputerowe gry wideo. Co istotne, nie ma tam określenia "uzależnienia". W tym wypadku mówimy o zaburzeniu wynikającym np. z depresji, samotności, izolacji i różnych innych przyczyn psychicznych, które "pchają" człowieka, by uciekał w ten kolorowy świat gier.

Lepiej więc zabronić dzieciom grania?

Absolutnie nie. Gry same w sobie nie są złe. Chodzi o to, że wszystko w nadmiarze szkodzi - tak jak jedzenie, czy alkohol. Jeżeli gry służą człowiekowi do tego, żeby się zrelaksował - to świetnie! Tylko niech ten relaks nie trwa 8-9 godzin przed komputerem, bo to już na pewno nie jest zdrowe - ze względu na nasze zdrowie fizyczne i psychiczne, bo odcina nas społecznie.

A jeżeli gry są wieloosobowe?

One oczywiście mogą też pozytywnie wpłynąć na zacieśnianie i podtrzymanie więzi między znajomymi. Natomiast jeżeli chodzi ogólnie o granie - wszystko jest dla ludzi - byle z rozsądkiem.

Jak walczyć z uzależnieniami od gier komputerowych?

Przede wszystkim położyłabym nacisk na młodsze pokolenie. Badania dotyczące nowoczesnego komputerowego obrazowania pracy mózgu, wykazały, że w trakcie grania, czy w ogóle podczas korzystania z technologii cyfrowych wydziela się bardzo dużo dopaminy.

Co to oznacza?

Dopamina oddziałuje na ośrodek przyjemności i nagrody w mózgu. I my się tego uczymy, nasz mózg się do tego przyzwyczaja i będzie sięgał po więcej i więcej. I faktycznie tak jest, że potrafimy siedzieć z nosem w telefonie. Mówimy sobie: "Jeszcze tylko 5 minut poprzeglądam Facebooka", a w rzeczywistości okazuje się, że minęło już pół godziny ruszania palcem w górę i w dół. I tak samo jest z grami. Ma być tylko jedna rundka, a potem pół nocy nie jest nasze. Dzieje się tak dlatego, bo mózgowi jest po prostu przyjemnie.

Problem z młodym pokoleniem polega przede wszystkim na tym, że dzieci wyrabiają sobie we wczesnym wieku tzw. odruch dopaminowy. Przyzwyczajają się, że ten hormon dostarczany z kontaktu z technologiami cyfrowymi wywołuje przyjemność i będą po nie sięgać bezmyślnie i bezrefleksyjnie.

Przyszłość w tej kwestii rysuje się chyba w czarnych barwach?

Jeżeli nie będziemy edukować dorosłych i dzieci to pewnie tak. Ostatnio widziałam wyniki badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii, które mocno dają do myślenia. Większość osób pytanych, o to co jest dla nich ważne w życiu, powiedziała, że jest to posiłek z rodziną. Takie momenty są szczególnie integrujące. I tutaj apel do rodziców - wybierzmy sobie dowolny posiłek - śniadanie, obiad, kolacje i niech tam nie będzie technologii. Opowiedzmy sobie, jak spędziliśmy dzień. Bądźmy razem, bądźmy z dziećmi. Poza tym zwracajmy uwagę na to kiedy dzieci grają - czy nie uciekają w gry, kiedy jest im źle. Moderujmy czas, który spędzają przed monitorem. To oczywiście nie będzie proste, na pewno będą kłótnie, ale nie zapominajmy, że gry to tylko element rozrywki. Znajdźmy dziecku alternatywny sposób na relaks - wyjdźmy na spacer, pojedźmy na wycieczkę rowerową. Pomysłów jest mnóstwo!

(mc)