Miłość to nie tylko poświęcenie się dla drugiej osoby, to także dbanie o swoje własne potrzeby, rozwój, pasje. „Jeżeli chcemy podtrzymać długotrwały szczęśliwy związek z ukochaną osobą, to wbrew pozorom nie musimy wszystkiego robić razem. Zadbajmy o swój własny czas wolny, o rzeczy, które lubimy robić sami, spotykanie się z przyjaciółmi - czasami bez naszego partnera” - zachęca psycholog i psychoterapeuta Dominika Cyzio.

zdjęcie ilustracyjne /Unsplash.com /Internet

Agnieszka Wiśniewska, RMF MAXXX: Co to jest miłość?

Dominika Cyzio, psycholog i psychoterapeutka: Z psychologicznego punktu widzenia, miłość można uznać za pewien proces, który łączy dwoje ludzi będących w długotrwałym związku. Jest taka koncepcja amerykańskiego psychologa Roberta Sternberga, który dzieli miłość na trzy składniki: intymność, zaangażowanie i namiętność. I każdy z tych składników działa na miłość w inny sposób. Ciekawą definicją miłości jest też ta stworzona przez Sue Johnson, znaną amerykańską psycholog, badaczkę i terapeutkę par. Przedstawia ona rewolucyjne spojrzenie na miłość. Definiuje ją jako rodzaj przywiązania - emocjonalną więź, podobną do tej, jaką kształtujemy w dzieciństwie np. ze swoją mamą.

Co sprawia, że zakochujemy się w tej, a nie w innej osobie?

Można się odnieść chociażby do atrakcyjności fizycznej. Dobieramy na podstawie podobieństw. Naturalnie można zaobserwować, że pary są dość podobne do siebie pod względem właśnie atrakcyjności. To, dlaczego wybieramy daną osobę, a nie inną, może być też spowodowane podobieństwem do drugiego człowieka, ale to działa tylko na samym początku. Później, już w dalszych fazach związku, nie ma to już na nas takiego wpływu. Choć z badań wynika, że faktycznie na samym początku, nawet podobieństwo twarzy drugiej osoby jest dla nas czymś atrakcyjnym i zbliża nas do niej.

Dobrze. Ale wszystko zaczyna się od zakochania. Co z nami się wtedy dzieje?

Zakochanie to głównie namiętność, pociąg seksualny, emocje i to nie tylko te pozytywne - pojawiają się też negatywne. I znowu tutaj odwołam się do koncepcji miłości według Sternberga. Namiętność jest związana z intensyfikacją tego, co przeżywamy. Może to być radość, zachwyć, uwielbienie, idealizacja drugiej osoby. Ale może to być również ból, zazdrość, czy tęsknotą za kimś. W fazie zakochania jesteśmy skupieni bardziej na sobie. Zakochana osoba koncentruje się bardziej na tym, co ona sama przeżywa, niż na tym, co czuje ten ktoś, w kim się zakochujemy. To właśnie różni się od miłości - takiej głębokiej, dojrzałej, w której ważne jest też dla nas, co przeżywa drugi człowiek - jej dobrostan, samopoczucie, spełnienie jej potrzeb i oczekiwań. Zakochanie to dopiero początek drogi, nie ma jeszcze tej intymności, czy zaufania między dwojgiem osób. Wszystko to kształtuje się w dalszych etapach. Podobnie ma się sprawa z zaangażowaniem, które przychodzi dużo później i - tak samo jak intymność - rośnie powoli, jednak równie powoli później spada. Właściwie zaangażowanie w trakcie trwania naszego związku jest najbardziej stabilnym czynnikiem.

Jak pielęgnować miłość i dbać o związek?

Metody są różne. Przede wszystkim, jako psycholog mogę polecić rozmowę. Rozmowę nie tylko o takich codziennych sprawach, ale też o tym, co myślimy, jak postrzegamy świat, co czujemy, dlaczego zachowujemy się tak, a nie inaczej. Wszystko po to, aby ta druga osoba była w stanie po prostu nas poznać. Poza tym, ważne jest udzielanie sobie wzajemnego wsparcia - zarówno oferowania go ukochanej osobie, jak i jego wykorzystywania. Kolejną sprawą jest dbanie o bliskość między ludźmi. Oczywiście nie mam na myśli tutaj tylko bliskości fizycznej, który też jest bardzo ważna. Ale nie tylko seks - również dotyk, pocałunki, przytulanie, złapanie za rękę - takie drobne, codzienne gesty. Ważna jest także bliskość psychiczna - robienie razem pewnych rzeczy, ustalanie wspólnych celów, czerpanie przyjemności z tego, co robimy we dwójkę. No i jeszcze podejmowanie ciągle jakichś nowych wyzwań, nowych doświadczeń. To też łączy ludzi, ponieważ przeciwdziała rutynie. Zawsze nieoczekiwane rzeczy są czymś fascynującym, ciekawym, możemy wtedy poznać partnera z innej strony.

Co jest największym wrogiem miłości?

Hm...jest trochę przeszkód w pielęgnowaniu naszej miłości. Na pewno jedną z nich - jak wspomniałam wcześniej - jest rutyna, czyli taka automatyzacja zachowań pomiędzy partnerami, która może zniszczyć nawet najlepszy, fajnie funkcjonujący, szczęśliwy związek. Dzieje się tak dlatego, że wykonując te same czynności w codziennym życiu, możemy zagubić tę ciekawość drugiej osoby. Możemy mieć poczucie, że już tak dobrze znamy drugiego człowieka, że właściwie nie musimy już tak się troszczyć o to, co jest pomiędzy nami, no bo w końcu się kochamy. Dlatego tutaj tak ważne jest wspólne doświadczanie nowych rzeczy, eksperymentowanie. Poza tym, jedną z przeszkód w miłości może być zazdrość. Profesor psychologii Wiesław Łukaszewski mówi, że zazdrość jest destruktywna dla obu stron - zarówno dla kogoś, kto zazdrości, jak i dla jego partnera. I nie działa też dobrze na otoczenie. Czasami pojawia się takie stwierdzenie, że istnieje zazdrość zdrowa i niezdrowa. Tylko pytanie, czy "zdrowa zazdrość", definiowana jako rodzaj niepewności w sytuacji realnego zagrożenia, kiedy widzimy, że rzeczywiście nasz partner może być zainteresowany kimś innym, kto realnie może zagrozić naszemu związkowi, jest tak naprawdę czymś przydatnym w związku? Jeżeli pojawia się zazdrość, warto się nad tym zastanowić, warto popracować nad zazdrością.

Co pani sądzi o walentynkach? Czy to jest potrzebne święto? Dobra okazja do okazywania miłości?

Dobrą stroną walentynek jest okazja do przypomnienia sobie, że skoro jesteśmy w związku, to warto o ten związek, relację zadbać, w tym dniu zrobić coś fajnego dla ukochanej osoby. Jednakże walentynki traktowane jako takie przymusowe spędzanie wspólnego czasu, bo tak wypada w święto zakochanych, nie jest dobrym podejściem. Szczęśliwe związki okazują sobie czułość, troskę, ciepło, wsparcie każdego dnia - nie tylko w walentynki. 14 lutego niektórych irytuje cały ten natłok czerwonych serduszek, misiów, lizaków - całej tej komercji, która może spowodować, że zatracimy sens tego święta.

(mc)