"Pobyty w szpitalu, ciągłe kontrole lekarskie i w końcu przeszczep, który zmienił wszystko" - tak pierwszych sześć lat życia swojej córki Hani wspomina w rozmowie z RMF FM jej tata, pan Adrian. Dziewczynka zachorowała na nowotwór krwi - ostrą białaczkę limfoblastyczną. Wyzdrowiała po udanym przeszczepie szpiku kostnego. 28 maja obchodzić będziemy Światowy Dzień Walki z Nowotworami Krwi.

Jeszcze do niedawna beztroska zabawa była dla Hani czymś niemożliwym. Dzisiaj po ciężkiej walce z ostrą białaczką limfoblastyczną i udanym przeszczepieniu szpiku kostnego od niespokrewnionego dawcy, Hania jest zdrowa i może udzielać wywiadów - mówią pracownicy Fundacji DKMS. 

Rozmowa Michała Dobrołowicza z Hanią i jej rodzicami



Wiadomość o chorobie nowotworowej spadła na rodziców Hani, gdy dziewczynka miała osiem miesięcy. Leczenie rozpoczęło się od trwającej siedem miesięcy intensywnej chemioterapii. Potem przez kilkanaście miesięcy Hania przyjmowała chemię w tabletkach już z domu.

"Mieliśmy nadzieję, że Hania nie będzie tego pamiętać"

Mieliśmy nadzieję, że z powodu bardzo młodego wieku, Hania nie będzie pamiętała okresu szpitalnego i ominie ją trauma przeszłości. Niestety, pół roku po leczeniu usłyszeliśmy kolejny wyrok - wznowienie choroby i nawrót silnej białaczki. Wszystko w jednej chwili straciło swoje znaczenie - opowiada mama dziewczynki. 

Jedynym ratunkiem dla dziewczynki był przeszczep szpiku kostnego. Rozpoczęło się poszukiwanie bliźniaka genetycznego dla dziewczynki, w które włączyła się Fundacja DKMS oraz osoby z całej Polski. 

"Dostałam nową krew"

Hania czuje się dziś wyśmienicie, ma plany na przyszłość, które zmieniają się w zawrotnym tempie, bo chce być weterynarzem, pielęgniarką, baletnicą - wymienia pani Karolina, mama dziewczynki. Czasami przypominają się jej tylko takie drobne sytuacje, na przykład to, że tyle czasu była "na kabelku", czyli pod kroplówką. Ale zadziwiająco dobrze wraca do siebie, nie można dziś mówić o jakiejś traumie - dodaje. Na swoje czwarte urodziny Hania dostała najpiękniejszy prezent, jaki można sobie wyobrazić. To mały woreczek z życiem. A konkretnie woreczek z komórkami macierzystymi dawcy - dodają. Mam nową krew i wyzdrowiałam - opowiada dziś w rozmowie z dziennikarzem RMF FM 6-letnia Hania. Pomogła nowa krew, którą dał mi Piotr. Mogę mu podziękować za nową krew - dodaje. 

"To był szok dla całej rodziny"

W 2013 roku u mojej córki wykryto ostrą białaczkę limfoblastyczną. To był szok dla całej rodziny. Agata miała wtedy niecałe pięć lat. Były długie miesiące w szpitalu, najbardziej intensywne leczenie w szpitalu trwało 7 miesięcy. Potem dwa lata leczenia domowego, podczas którego jej organizm był mocno wycieńczony - pani Katarzyna, mama 9-letniej Agaty. 

Chorobę udało się wyleczyć tradycyjną chemioterapią i lekami. Leczenie trwało 2 lata i 7 miesięcy. Córka dostawała bardzo silne cytostatyki, które poradziły sobie z chorobą. Dziś moja córka jest pełna energii, ma dużo energii, żyje jak normalne dziecko. W czasie leczenia córki dostosowaliśmy wszystko do choroby Agaty. Trzeba było przeorganizować całe życie, także pod względem żywienia. Wyrzuciliśmy produkty przetworzone, skupiliśmy się na warzywach i owocach, czyli na pełnowartościowym jedzeniu. Teraz na kontrolę musimy chodzić co 2-3 miesiące, na szczęście nie jest to bardzo uciążliwe - dodaje pani Katarzyna. 

(ag)