Co trzeci pacjent w polskich szpitalach jest niedożywiony - alarmują lekarze z Polskiego Towarzystwa Żywienia Pozajelitowego, Dojelitowego i Metabolizmu. Z ich raportu wynika, że koszty nieleczonego niedożywienia polskich pacjentów sięgają rocznie 11 miliardów złotych.

Zdjęcie ilustracyjne /pixabay.com /Internet

U dużej części pacjentów przyjmowanych w niezłym stanie odżywienia, stan pogarsza się. Są zaniedbywani. Dostają nieodpowiednie żywienie albo są głodzeni, bo są diagnozowani. To przykład pacjenta, który ma mieć USG, to rano nie może nic zjeść, musi być na czczo. To trwa całymi dniami, badania się odwołuje, przesuwa ich termin. Przyczyny problemu są dwie: choroba i niedożywienie szpitalne. Ten problem najczęściej dotyczy oddziałów interny. Geriatria, kardiologia, pulmonologia to oddziały, gdzie czasami jest połowa pacjentów w stanie niedożywienia - tłumaczy w rozmowie z RMF FM onkolog profesor Stanisław Kłęk, współautor raportu. Dieta pacjentów jest zbyt uboga w białko i energię - dodaje. Jak usłyszał nasz dziennikarz, lekarze z towarzystwa do końca roku planują zorganizować szereg spotkań z dyrektorami szpitali, aby zwrócić ich uwagę na to, co należy zmienić, aby poprawić sytuację pacjentów. 

Lekarze podkreślają, że osoby niedożywione mają słabszą odporność, zwiększa się u nich liczba infekcji w ciągu roku, częściej mają po nich powikłania, zmuszeni są do korzystania z pomocy osób trzecich, jakość życia jest obniżona i skraca się jego długość. Niedożywienie wiąże się też ze zwiększoną liczbą powikłań oraz znacząco podnosi koszty terapii.

"Leczenie żywieniowe to postępowanie lekarskie obejmujące ocenę stanu odżywienia, ocenę zapotrzebowania na substancje odżywcze, zlecanie i podawanie odpowiednich dawek energii, białka, elektrolitów, witamin, pierwiastków śladowych i wody w postaci produktów spożywczych, płynnych diet doustnych, diet podawanych z pominięciem jamy ustnej (żywienie dojelitowe, żywienie pozajelitowe). Żywienie jest integralną częścią terapii" - czytamy w raporcie.

"Tylko co dwudziesty pacjent z odpowiednią dawką białka w diecie"

Ministerstwo Zdrowia w 2012 roku wprowadziło obowiązek oceny stanu odżywienia przy przyjęciu pacjenta do szpitala dla wszystkich oddziałów, poza oddziałem ratownictwa. U dzieci poprzez siatki centylowe, natomiast u dorosłych na podstawie NRS, SGA. "Niestety, ten obowiązek nie jest wystarczająco spełniany. Obowiązkowa ocena wykonywana jest często za późno, przy wypisie pacjenta, bądź jej wyniki nie są traktowane jako podstawa do wdrożenia leczenia żywieniowego. Według badania, wśród pacjentów żywionych dojelitowo tylko 35 proc. z nich otrzymało odpowiednią liczbę kalorii, a tylko co 5 mógł liczyć na właściwą ilość białka w diecie. Niepokojąca jest również różnica pomiędzy planowanym a rzeczywistym czasem trwania żywienia. W ponad 25 proc. przypadków podaż była inna niż pierwotnie zaplanowano. To wszystko umacnia w przekonaniu, że konieczne są działania na rzecz poprawy nawyków lekarzy i stanu wiedzy osób prowadzących leczenie żywieniowe, tak, aby umożliwić prawidłowe leczenie żywieniowe wszystkich pacjentów" - zaznaczają autorzy raportu.

Koszty niedożywienia to 11 miliardów złotych

Koszty nieleczonego niedożywienia sięgają w Polsce aż 11 miliardów złotych rocznie. W kwocie tej znajdują się nie tylko wydatki bezpośrednie, związane z leczeniem, ale także koszty pośrednie, na które składają się m.in. opieka nad pacjentem, koszty absencji w pracy czy utrzymania rodzin. Około 11% pacjentów rozwija objawy niedożywienia w trakcie pobytu w szpitalu. Jest to tzw. zjawisko niedożywienia szpitalnego, które doprowadza do większej liczby powikłań, znaczącego przedłużenia pobytu w szpitalu i wyższych kosztów leczenia. Pacjent niedożywiony kosztuje dwa razy więcej niż pacjent prawidłowo odżywiony. W Stanach Zjednoczonych wyliczono, że w 2013 roku wydano 42 mln dolarów na koszty leczenia powikłań niedożywienia. Hospitalizacja tych chorych była od 1,5 do 5 razy dłuższa. Różnica kosztów pobytu między pacjentem prawidłowo odżywionym, a niedożywionym w oddziałach zabiegowych wynosiła około 5,5 tys. dolarów, a w oddziałach niezabiegowych 3 tys. dolarów. Są to gigantyczne sumy, których nie da się odzyskać.

Z naszych analiz oraz obserwacji wynika, że tylko połowa pacjentów, która przeszła na oddziale intensywnej terapii sepsę, wraca do jakichkolwiek czynności zawodowych w ciągu kolejnych lat. W szerszym spojrzeniu tylko połowa pacjentów przeżywa pobyt na oddziale intensywnej terapii. Umierają na innych oddziałach - już po wypisie - z powodu zaniku masy mięśniowej i braku możliwości rehabilitacji. Prawda jest brutalna, ale kreujemy kaleki i inwalidów, a nie ludzi szczęśliwych, którzy mają szanse na wyzdrowienie. Niestety, brak zainteresowania żywieniem oraz oceną możliwości odbudowy pacjenta przez personel intensywnej terapii czy rehabilitacji, stanowi główną przyczynę zaniku mięśni i beztłuszczowej masy ciała. Jeden z amerykańskich żywieniowców prof. Wischmeyer szef intensywnej terapii, zachorował jakiś czas temu na zaostrzenie wrzodziejącego zapalenia jelita grubego. W związku z tym był operowany, nastąpiły powikłania, trafił na swój oddział intensywnej terapii gdzie stracił 20 kg masy ciała w ciągu 20 dni pobytu. Mając wszelkie zasoby oraz najlepszą opiekę odbudowywał się ponad rok, by wrócić do stanu wcześniejszego. Jakie więc, ma szanse pacjent, który nie ma takich zasobów i takiej wiedzy? - podkreśla profesor Stanisław Kłęk, Prezes Polskiego Towarzystwa Żywienia Pozajelitowego, Dojelitowego i Metabolizmu.

(ag)