„Niedawno dwóch chorych nefrologicznie powiedziało mi, że rezygnują z przeszczepu, bo nie będzie ich stać na leki immunosupresyjne” - mówi cytowany przez "Rzeczpospolitą" prof. Tomasz Grodzki, transplantolog i chirurg klatki piersiowej. Niektóre leki zapobiegające odrzuceniu przyczepu od marca zeszłego roku podrożały o kilkaset złotych.

zdjęcie ilustracyjne /pixabay.com /Internet

Skutek podwyżek leków jest taki, że coraz więcej chorych woli pozostać przy refundowanych dializach niż poddać się przeszczepowi.

Trzy dni w tygodniu spędzone na oddziale dializ nie są takie straszne, kiedy ma się perspektywę wydawania do końca życia kilkuset złotych miesięcznie na leki, bez których nie można żyć. Dla wielu te kilkaset złotych to cała renta - mówi "Rzeczpospolitej" Iwona Nowik.

Wzrost cen leków zapobiegających odrzuceniu przeszczepu jest gigantyczny. Jako przykład gazeta podaje Valcyte - proszek do sporządzania roztworu, stosowany głównie u dzieci. Na początku ubiegłego roku kosztował 316 zł, w maju zdrożał do 558 zł, by na ostatniej, styczniowej liście refundacyjnej zatrzymać się na kwocie 817,48 zł. Tymczasem niektórzy pacjenci muszą kontynuować kurację nawet przez kilka lat, a to tylko niektóre z drogich leków, które biorą. 120 tabletek Myfortic przez ponad rok zdrożało z 90 zł do 436 zł, a proszek do sporządzania zawiesiny CellCept z 3,20 zł do ponad 100 zł - informuje "Rz".  

W opinii Ministerstwa Zdrowia podwyżki spowodowane są tym, iż do refundacji wchodzą tańsze odpowiedniki leków, a tym samym zwiększa się dopłata pacjentów do tych oryginalnych. Według MZ, zamienniki są równie skuteczne jak oryginalne farmaceutyki.

Jednak zdaniem transplantologów lek generyczny może się minimalnie różnić od oryginalnego, a w przypadku delikatnego organizmu osoby po przeszczepie, ta różnica może przyczynić się do odrzucenia przeszczepu.

Według farmakoekonomistów skutki leczenia powikłań idą w miliony złotych. Płatnikowi, czyli NFZ, powinno więc zależeć na tym, by ich uniknąć - czytamy w "Rz".

(mc)